Oddział Warszawski
tel. 22 826 79 45
sdrp.warszawa@dziennikarzerp.pl

Blog Tomasz Miłkowskiego: Teatr Słowa Ireny Jun

2 października 2013

W Teatrze Studio nieustanny ruch. W ostatnią niedzielę, 29 września, przybyła nowa scena – Teatr Słowa Irena Jun, bo to Ona właśnie raz w miesiącu będzie gospodynią święta słowa, przede wszystkim poetyckiego. To przestrzeń nowa i nienowa. Nie nowa, bo już za dyrekcji Jerzego Grzegorzewskiego bywała wykorzystywana teatralnie, a potem sama Irena Jun zapraszała tu [...]

Irena Jun 2W Teatrze Studio nieustanny ruch. W ostatnią niedzielę, 29 września, przybyła nowa scena – Teatr Słowa Irena Jun, bo to Ona właśnie raz w miesiącu będzie gospodynią święta słowa, przede wszystkim poetyckiego.
To przestrzeń nowa i nienowa. Nie nowa, bo już za dyrekcji Jerzego Grzegorzewskiego bywała wykorzystywana teatralnie, a potem sama Irena Jun zapraszała tu na swoje spektakle. Nowa jednak, bo inaczej przestrzennie wykorzystana niż we wcześniejszych, poprzednich wcieleniach.
To już piąta teatralna przestrzeń w Studiu, po scenie głównej, malarni, modelatorni i scenie w klubokawiarni. W studiu naprawdę dzieje się wiele.
W zabudowanej specjalnie, jak na maleńki, intymny teatrzyk przystało, przestrzeni foyer Teatru Studio, z mikroskopijną scenką i widownią na 50 miejsc, Irena Jun pełniła nie tylko honory domu, otwierając cykl spotkań ze słowem, ale sama zaprezentowała nową wersję wykrojoną ze swego dawnego monodramu Beckettowskiego, który przed laty w Studiu reżyserował Antoni Libera. Wówczas spektakl składał się z trzech krótkich tekstów: Nie ja, Korki i Kołysanka, teraz spektakl-nie-spektakl nie objął Kroków (w którym występuje też żywy głos drugiej aktorki, w tym dawnym spektaklu był to głos Joanny Hanisz).
Piszę nie-spektakl, bo Irena Jun, która ma za sobą dziesiątki monodramów, zastrzegała się, że tym razem proponuje formę pośrednią, która jest czym więcej niż prezentacją czy salonem poezji, ale czymś mniej niż teatr. Może to dlatego, że Antoni Libera nie zaakceptował tej przestrzeni i nie zgodził się na wznowienie dwóch części poprzedniego trypktyku, m.in. nie wyraził zgody na to, by Irena Jun kołysała się w rytm tekstu na bujanym fotelu, tak jak to miało miejsce na premierze przed ponad ćwierć wiekiem. Rzecz o tyle zdumiewająca, że to nie Libera, ale Beckett zaplanował owo kołysanie, o czym zresztą w przekładzie sztuki sam Antoni Libera zaświadcza wielokrotnie w didaskaliach, np.: „Wraz z echem „czas jej kończyć” fotel przestaje się kołysać a światło nieco przygasa”. itd., itp. Irena Jun dostosowała się lojalnie do życzenia reżysera i nie bujała się, a jedynie poinformowała, że powinna się bujać i pozostawiła „bujanie” wyobraźni widza. Paradoksalnie wzmocniło to siłę wyrazu spektaklu – ten teatralny brak, uzupełniony tylko powidokiem działał silniej od obrazu rzeczywistego.
Po premierze przed 28 laty pisałem: „W Kołysance kobieta tkwi jak przyśrubowana do bujanego fotela. Głos z taśmy opowiada jej tragedię wyobcowania, jej usiłowania odnalezienia choćby śladu życia w oknach podobnych do jej własnego okna i determinację w oczekiwaniu na kres. A jednak w tej zredukowanej do nieledwie rzeźby postaci Irena Jun odnajdzie dla siebie miejsce, nadając chwili ostatecznej, chwili śmierci – ludzki, tragiczny wymiar. Jest to odejście w zgodzie z przeznaczeniem, ale i pełne żalu za czymś, co nie nastąpiło, za niespełnioną potrzebą obcowania ze światem.
Nie po raz pierwszy okazało się, że bohaterowie Becketta, jego kalecy ludzie, utworzeni pod prąd mieszczańskiej tradycji teatru, w scenicznych realizacjach wymykają się czujnej kontroli dramaturga i najbardziej wiernego reżysera. Bohaterowie ci bronią swojego „ja”, szukają własnej tożsamości, a jeśli zyskują tak świetnych wykonawców jak Irena Jun, wypełniają się nieprzeczuwaną w tekstach Becketta nadwartością”.
Mimo uskromnienia środków, a może dzięki temu, a także dzięki nowemu nagraniu głosu Ireny Jun (głos nagrany przed laty wydał się artystce wyzywająco młody) jej dyptyk (choć już nie tryptyk) Beckettowski nadal jest poruszającym spektaklem. Niech się to nazywa teatr słowa, czy nie-teatr słowa, ale pozostaje w magicznym kręgu scenicznego światła. W jego pierwszej części mówią rozbiegane w panice Usta, szukające jakiegoś sensu w świecie zatrutym samotnością, w drugiej to już tylko głos wewnętrzny. Ale obie bohaterki wciąż łakną tego głosu mówionego lub tylko pomyślanego.
Piękny początek teatralnych spotkań ze sztuką Ireny Jun w Studiu. Kto nie był, niech żałuje, bo spotkania miało charakter skrajnie ekskluzywny, jednorazowy.Irena Jun 2
Tomasz Miłkowski

Tagi:
Z teki Muzeum Karykatury
RYSUNKI STANISŁAWA DĄBROWSKIEGO

RYSUNKI STANISŁAWA DĄBROWSKIEGO

kalendarz-btn

CZWARTEK 24 stycznia 2019
  • Felicji, Rafała, Tymoteusza

byli-z-nami

Copyright © 2004-2013 Stowarzyszenie Dziennikarzy RP Oddział Warszawski