Oddział Warszawski
tel. 22 826 79 45
sdrp.warszawa@dziennikarzerp.pl

Jak oświetlić Stare Miasto?

23 maja 2026

Gdyby komuś zadać pytanie, z czym kojarzy mu się warszawska Starówka, co decyduje o jej odrębności i niepowtarzalności, z pewnością na czele listy znalazłyby się Syrenka, Barbakan, Kamienne Schodki, dorożki, kolorowe kamienice czy staromiejski bruk. Niezauważone najczęściej pozostają natomiast miejskie latarnie, istotny przecież element wystroju wąskich uliczek, nadający temu rejonowi miasta niecodziennej atmosfery, przenoszącej do czarownej epoki „Lalki” Pana Prusa, nawet za cenę czasami nasuwających się skojarzeń z ówczesną biedą i niedostatkiem nadwiślańskiej dzielnicy…

           

- W czym upatruje Pan przyczyny tego  stanu?  – pytam Jakuba Zajkowskiego z Rady Osiedla Starego Miasta, miłośnika, jak sam siebie określa, historii i gorącego orędownika przywracania Starówce warszawskiej jej charakteru zgodnie z historycznymi uwarunkowaniami.

 

Jakub Zajkowski – Uważam, że właściwe oświetlenie Starówki jest jednym z jej najistotniejszych elementów wiarygodności historycznej. Dlatego tak potrzebna jest reforma dotycząca jego ujednolicenia, bo w tej chwili „zaopatrzone” jest w różne źródła światła, dające różne efekty kolorystyczne, co oznacza, że nawet na tej samej ulicy mamy latarnie z ciepłym światłem żarowym i zimnym światłem rtęciowym, bądź zbyt jaskrawym – sodowym.

 

- A jak na tę sprawę reagują miejscy urzędnicy?

 

- Muszę przyznać, że z pełnym zrozumieniem podszedł do tego problemu zarówno Zarząd Terenów Publicznych, jak i Zarząd Dróg Miejskich. Z inspiracji Rady Osiedla Staromiejskiego powołano zespół staromiejski pod przewodnictwem burmistrza dzielnicy, który również wyszedł  naprzeciw naszym postulatom w podjętych w 2024 roku w tej sprawie uchwałom. Dwa lata temu podzieliłem się z zespołem swoją wiedzą na temat staromiejskiego oświetlenia i zaproponowałem wprowadzenie konkretnych zmian. Zgodziliśmy się co do tego, że konieczna jest metodyczna jego modernizacja, zmierzająca do uporządkowania swoistego bałaganu świetlnego, jaki możemy teraz zaobserwować, a także, że powinien być zaktualizowany master plan oświetlenia Warszawy, którego istotnym elementem jest wszak Stare Miasto. Poprzednie wytyczne, opracowane ponad 10 lat temu przez inżyniera i projektanta oświetlenia, prof. Norberta Wasserfurtha-Grzybowskiego zakładały, że matecznik Warszawy, jakim jest Starówka, zdecydowanie powinien być zaopatrzony w ciepłe, przyjazne światło, które „schodząc” ku nowym dzielnicom, powinno być stopniowo „schładzane”. Wobec pojawienia się na Starym Mieście nowych źródeł oświetlenia, np. ledowego, projekt tym bardziej wymaga pilnego odświeżenia. Osobnym zagadnieniem są klosze latarń, czyli oprawy, które stanowią charakterystyczny element staromiejskiego wyposażenia ulicznego. Nie ulega wątpliwości, że po ponad siedemdziesięcioletniej eksploatacji ich obecny stan zachowania wymaga kompleksowej interwencji, zapobiegającej całkowitej destrukcji.

 

- Dlaczego, Pana zdaniem, tak zaniedbano ważny w końcu element staromiejskiej architektury?

 

- Od wielu lat interesując się historią miejskiego oświetlenia, prześledziłem jego powojenne losy. Odbudowana od podstaw Starówka uległa niestety upolitycznionej doktrynie konserwatorskiej, polegającej m.in. na rezygnacji z przywracania rzeźb sakralnych na fasadach staromiejskich kamienic (m.in. przy ul. Nowomiejskiej 11 oraz Wąskim Dunaju 8/10). Odcisnęła swoje piętno również na wyglądzie latarń. Zaprojektowane ok. 1953 roku dla Starego Miasta przez inż. Zbigniewa Krawczyńskiego, odznaczały się dość masywną budową, na co miała wpływ obecność w ich strukturze wielu metalowych elementów, kosztem elementów szklanych, zapewniających właściwą dla opraw oświetleniowych ilość światła. Gazowe latarnie, obecne na Starówce do wybuchu powstania warszawskiego w 1944 roku, uznano za relikt przeszłości kapitalistycznej, niekonweniujący z „postępową ideologią komunistyczną”. Więcej szczęścia, zdaniem miłośników „gazówek”, do których i ja należę, miała Praga, Sadyba, Wola i Żoliborz, gdzie je odtworzono najprawdopodobniej z… oszczędności. Ponieważ w tych rejonach miasta istniała przedwojenna jeszcze sieć gazowa, a jednocześnie brakowało środków na zastosowanie elektrycznego oświetlenia, powrócono do dawnego, paradoksalnie przywracając tam historyczną atmosferę. Do dzisiaj zresztą gazowe latarnie spotkać można jeszcze na kilku ulicach Sadyby, Żoliborza i Śródmieścia (np. na Agrykoli i ul. Jezierskiego).

latarnie  wz. 1858

- Co pewnie stało się źródłem Pana zainteresowania, a potem hobby?

 

- To zainteresowanie datuje się od wczesnego dzieciństwa, kiedy w latach 60. mieszkałem w starej kamienicy przy ulicy Wroniej i często spacerowałem z rodzicami ulicą Grzybowską, zachwycając się wówczas ciepłym blaskiem ulicznych latarń, widocznych na odcinku między dawną ul. Marchlewskiego a ul. Graniczną. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się od swojego ojca, że taki magiczny efekt dają właśnie latarnie gazowe. Intuicyjnie poszedłem ich śladem już jako nastolatek, żeby dowiedzieć się, że w podobne świetlne walory wyposażone są praskie Szmulki, Targówek czy Agrykola. Rzeczywiście – historia warszawskiego oświetlenia stała się moim zamiłowaniem
i uwrażliwiła moją wyobraźnię.

 

- Zapewne niewiele osób wie, od kiedy w ogóle datuje się tradycja oświetlania Warszawy i co poprzedziło gazowe latarnie w stolicy? Skąd czerpał Pan swoją wiedzę?

 

- Poza zachowanymi materiałami źródłowymi w postaci wzmianek prasowych z epoki  i fachowymi opracowaniami, jak choćby fundamentalna publikacja Jarosława Zielińskiego pt. ,,Latarnie Warszawskie” z 2007r.. wiele informacji mogą dostarczyć też widoki Warszawy na obrazach Canaletta czy Vogla. Warto – myślę – uzmysłowić sobie, że początki ulicznego oświetlenia Warszawy sięgają XVI wieku, kiedy to zaczęto oświetlać bramy miejskie żelaznymi kagankami m.in. przy użyciu mieszaniny oleju skalnego i lnianego. W 1716 roku pojawiło się pierwszych 12 latarń, oświetlających 4 strony ratusza staromiejskiego. Zaś w 1757 roku, na mocy zarządzenia ówczesnego prezydenta Starej Warszawy, Jana Dulfusa, wprowadzono standardowe latarnie w formie czterobocznych odwróconych dnem ostrosłupów, przykrytych lekko nachylonym namiotowym daszkiem, zwieńczonym kominem z otworem służącym jako wywietrznik. W 1787 roku Warszawa miała już dwa i pół tysiąca tego typu latarń. W okresie Królestwa Kongresowego wprowadzono latarnie olejowe, tzw. rewerberowe, czyli z odbłyśnikami, zapewniającymi wzmocnienie natężenia światła. Gazowe oświetlenie pojawiło się natomiast na Starówce w latach 1857 – 1858, w niecały rok po wprowadzeniu go
w rejonie ulic: Ludnej, Książęcej, Nowego Światu i Krakowskiego Przedmieścia, kiedy to – pewnie z powodów strategicznych – postanowiono je „dociągnąć” od placu Zamkowego do Cytadeli. Przedsięwzięcie to było realizowane przez Niemieckie Kontynentalne Towarzystwo Gazowe z Dessau, które zbudowało gazownie na Ludnej i Kole, zaopatrujące Warszawę w gaz do 1925 roku, kiedy to miasto w całości je przejęło. Intensywny rozwój gazowego oświetlenia datuje się tylko do 1903 roku, bo wtedy zaczęto dokonywać pierwszych prób systemowej elektryfikacji miasta, związanych z powstaniem elektrowni na Woli. Zdawać by się mogło, że to już kres „gazówek”, dających światło o niezadowalającym natężeniu, co krytykowała prasa stołeczna już w 2 połowie XIX w. Zwracano uwagę m.in. na zbyt wysokie koszty ponoszone przez Warszawę na rzecz niemieckiego konsorcjum, przy emisji gazu w otwartych, tzw. motylkowych palnikach. Sytuacja uległa znacznej poprawie po zastosowaniu bawełnianych siatek austriackiego chemika i wynalazcy, Carla Auera von Welsbacha. Opatentował on koszulkę żarową, nasączoną tlenkiem toru i ceru, która stała się nawet konkurencyjna w eksploatacji w stosunku do zawodnego w pierwszych latach elektryfikacji oświetlenia łukowego, oczywiście w skali Warszawy, bo na staromiejskich ulicach niepodzielnie królowały „gazówki”, podlegające co pewien czas modyfikacjom, zwiększającym ich wydajność. W ten sposób przetrwały one do 1944 roku, kiedy to niestety podzieliły los zrównanej z ziemią Starówki.

 

- Jak ocenia Pan wygląd powojennych latarni staromiejskich w stosunku do ich historycznego pierwowzoru?

 

- Zasadnicze różnice dotyczą oczywiście źródła zasilania, którym po wojnie stał się prąd elektryczny, a także kształtu odtworzonych latarń. Wydaje się, że Krawczyński za punkt wyjścia dla swojego projektu przyjął czterościenne latarnie olejowe, które malował Vogel lub Canaletto; latarnie gazowe miały bowiem formę sześciokątną, o kształcie odwróconego i ściętego u wierzchołka ostrosłupa, nakrytego uskokowym daszkiem, zwieńczonym tzw. sterczynką.  Powojenny sposób umieszczania oświetlenia na murach budynków, nawiązywał, co prawda, do przedwojennej metody montażu przy pomocy dekoracyjnych elementów architektonicznych, tzw. kroksztyn, czyli wsporników, ale podczas odbudowy zastosowano zupełnie inaczej wyglądające metalowe pałąki, mocowane przy ścianach budynków jako forma zawieszenia. Na Rynku natomiast zastąpiono gazowe przedwojenne „pastorały” dwuramiennymi słupowymi kandelabrami, zgodnie ze wspomnianym projektem z 1953 roku. Zaopatrzono je w żarówki o mocy 250/300 V, ujęte w szklane tubusy, tak, aby nie raziły swoim blaskiem. Żarowe światło, standardowe dla wszystkich ulic Warszawy w latach 50., na Starówce funkcjonowało do początku lat 70. Wówczas to – ku wielkiemu mojemu (i nie tylko mojemu) rozczarowaniu zastąpiono je rtęciowymi świetlówkami o zimnej, nieprzyjemnej barwie, co wzmogło tylko moją tęsknotę za ciepłym żarowym światłem. Obecnie obserwuje się już – na szczęście – odchodzenie od tego rodzaju oświetlenia na rzecz ciepłego w barwie światła pochodzącego również z diod typu LED.

 

- Nawet za cenę ryzyka skutków szkodliwego wpływu ledowego oświetlenia na nasz wzrok i korę mózgową, jak obiegowo się uważa?

 

- Z tego powodu właśnie modernizacja staromiejskiego oświetlenia poprzedzona musi być badaniami naukowymi oraz szeregiem analiz
i doświadczeń nad wpływem tak chętnie i powszechnie stosowanego dziś źródła światła na nasze zdrowie. Wnioski z nich   płynące posłużyć powinny  do wprowadzenia najbardziej optymalnego rozwiązania, bo przecież nie każde ledowe światło jest niekorzystne dla ludzkiego wzroku; istnieją bowiem takie odmiany diod, które minimalizują to zjawisko.

 

- Miejmy wobec tego nadzieję na pilne zastosowanie koniecznych usprawnień, zwłaszcza wobec  realizowanych sukcesywnie założeń tzw. Parku Kulturowego,  inicjatywy Rady m.st. Warszawy, która – jak czytamy – „pozytywnie wpłynie na estetykę I funkcjonalność przestrzeni, w której mieszczą się najważniejsze zabytki, związane z historią i tożsamością stolicy”, czego serdecznie Panu i Pana zespołowi życzę!

 

- Wydaje się, że właśnie teraz – przy współczesnym rozwoju techniki oświetleniowej – nastąpiła szansa powrotu do źródeł światła, charakteryzujących się ciepłą barwą, tak bardzo odpowiadającą staromiejskiej architekturze.

 

Rozmawiała Izabela Witkowska-Martynowicz

latarnie 1953

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tagi:

kalendarz-btn

NIEDZIELA 24 maja 2026
  • Joanny, Zuzanny
  • 1931
    Rozpoczął pracę maszt radiowy w Raszynie
  • 1945
    Utworzono Uniwersytet Łódzki, Politechnikę Łódzką, Politechnikę Gdańską i Politechnikę Śląską.

byli-z-nami

Copyright © 2004-2013 Stowarzyszenie Dziennikarzy RP Oddział Warszawski