<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej &#187; Aktualności</title>
	<atom:link href="https://www.dziennikarzerp.pl/kategoria/aktualnosci/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.dziennikarzerp.pl</link>
	<description>Oddział Warszawski</description>
	<lastBuildDate>Sun, 24 May 2026 19:38:11 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.5.1</generator>
		<item>
		<title>Zaproszenie na galę Nagrody Boya</title>
		<link>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/zaproszenie-na-gale-nagrody-boya-2/</link>
		<comments>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/zaproszenie-na-gale-nagrody-boya-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 May 2026 18:47:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Kuliski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.dziennikarzerp.pl/?p=13080</guid>
		<description><![CDATA[Zarząd Klubu Krytyki Teatralnej Stowarzyszenia Dziennikarzy RP/ polskiej sekcji IATC/AICT serdecznie zaprasza na uroczystość wręczenia Nagrody im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego 2026, którą otrzymuje pan MIROSŁAW BAKA za wybitne osiągnięcia aktorskie, ze szczególnym uwzględnieniem kreacji w Teatrze Wybrzeże.

Gala finałowa odbędzie się w poniedziałek 25 maja 2026 roku o godzinie 17.00 w Domu Dziennikarza w Warszawie przy ul. Foksal 3/5, sala B. Laudację na cześć Laureata wygłosi red. Alina Kietrys.]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p><a href="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2026/05/Baka-portret.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-13074" alt="Baka portret" src="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2026/05/Baka-portret-300x199.jpg" width="300" height="199" /></a></p>
<p>Nagroda im. Tadeusza Żeleńskiego-Boya jest przyznawana artystom teatru – aktorom, reżyserom, scenografom oraz dramatopisarzom i krytykom – za najbardziej interesujące dokonania w danym roku lub za całokształt twórczości stanowiącej liczący się wkład w rozwój polskiego teatru. Nosi imię najsłynniejszego polskiego krytyka teatralnego, zamordowanego przez Niemców w czasie II wojny światowej .</p>
<p>Wyróżnienie zostało ustanowione w 1956 r. z inicjatywy Romana Szydłowskiego, wieloletniego prezesa Klubu Krytyki Teatralnej SDP, współzałożyciela Klubu Paryskiego, który dał początek Międzynarodowemu Stowarzyszeniu Krytyków Teatralnych. Pierwszym laureatem nagrody został w 1957 r. Kazimierz Dejmek za inscenizację „Śmierci Winkelrieda”, jednego ze spektakli symbolizujących przemiany polityczne w polskim teatrze w okresie odwilży październikowej.</p>
<p>Wśród 50 laureatów, którzy otrzymali to wyróżnienie w minionych latach, znaleźli się artyści, których twórczość nadawała kształt polskiemu teatrowi, m.in.: Kazimierz Dejmek, Zbigniew Zapasiewicz, Jerzy Grzegorzewski i Henryk Tomaszewski (nagrodzeni dwukrotnie), Tadeusz Kantor, Konrad Swinarski, Krystyna Skuszanka, Lidia Zamkow, Adam Hanuszkiewicz, Jacek Woszczerowicz, Gustaw Holoubek, Janusz Wiśniewski, Krystyna Janda, Jan Peszek, Piotr Cieplak, Jerzy Radziwiłowicz, a w roku ubiegłym Mateusz Pakuła.</p>
<p>Będziemy zaszczyceni Państwa obecnością</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>dr Tomasz Miłkowski</b></p>
<p>honorowy wiceprezydent IATC/AICT</p>
<p>prezes polskiej sekcji</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/zaproszenie-na-gale-nagrody-boya-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak oświetlić Stare Miasto?</title>
		<link>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/jak-oswietlic-stare-miasto/</link>
		<comments>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/jak-oswietlic-stare-miasto/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 23 May 2026 21:04:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Kuliski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.dziennikarzerp.pl/?p=13134</guid>
		<description><![CDATA[Gdyby komuś zadać pytanie, z czym kojarzy mu się warszawska Starówka, co decyduje o jej odrębności i niepowtarzalności, z pewnością na czele listy znalazłyby się Syrenka, Barbakan, Kamienne Schodki, dorożki, kolorowe kamienice czy staromiejski bruk. Niezauważone najczęściej pozostają natomiast miejskie latarnie, istotny przecież element wystroju wąskich uliczek, nadający temu rejonowi miasta niecodziennej atmosfery, przenoszącej do czarownej epoki „Lalki” Pana Prusa, nawet za cenę czasami nasuwających się skojarzeń z ówczesną biedą i niedostatkiem nadwiślańskiej dzielnicy... ]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><b>           </b></p>
<p>- <i>W czym upatruje Pan przyczyny tego  stanu?</i><i>  – pytam </i><b><i>Jakuba</i></b><i> </i><b><i>Zajkowskiego</i></b><i> z Rady Osiedla Starego Miasta, miłośnika, jak sam siebie określa, historii i gorącego orędownika przywracania Starówce warszawskiej jej charakteru zgodnie z historycznymi uwarunkowaniam</i>i.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jakub Zajkowski – Uważam, że właściwe oświetlenie Starówki jest jednym z jej najistotniejszych elementów wiarygodności historycznej. Dlatego tak potrzebna jest reforma dotycząca jego ujednolicenia, bo w tej chwili „zaopatrzone” jest w różne źródła światła, dające różne efekty kolorystyczne, co oznacza, że nawet na tej samej ulicy mamy latarnie z ciepłym światłem żarowym i zimnym światłem rtęciowym, bądź zbyt jaskrawym – sodowym.</p>
<p><i> </i></p>
<p>- <i>A jak na tę sprawę reagują miejscy urzędnicy?</i></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- Muszę przyznać, że z pełnym zrozumieniem podszedł do tego problemu zarówno Zarząd Terenów Publicznych, jak i Zarząd Dróg Miejskich. Z inspiracji Rady Osiedla Staromiejskiego powołano zespół staromiejski pod przewodnictwem burmistrza dzielnicy, który również wyszedł  naprzeciw naszym postulatom w podjętych w 2024 roku w tej sprawie uchwałom. Dwa lata temu podzieliłem się z zespołem swoją wiedzą na temat staromiejskiego oświetlenia i zaproponowałem wprowadzenie konkretnych zmian. Zgodziliśmy się co do tego, że konieczna jest metodyczna jego modernizacja, zmierzająca do uporządkowania swoistego bałaganu świetlnego, jaki możemy teraz zaobserwować, a także, że powinien być zaktualizowany master plan oświetlenia Warszawy, którego istotnym elementem jest wszak Stare Miasto. Poprzednie wytyczne, opracowane ponad 10 lat temu przez inżyniera i projektanta oświetlenia, prof. Norberta Wasserfurtha-Grzybowskiego zakładały, że matecznik Warszawy, jakim jest Starówka, zdecydowanie powinien być zaopatrzony w ciepłe, przyjazne światło, które „schodząc” ku nowym dzielnicom, powinno być stopniowo „schładzane”. Wobec pojawienia się na Starym Mieście nowych źródeł oświetlenia, np. ledowego, projekt tym bardziej wymaga pilnego odświeżenia. Osobnym zagadnieniem są klosze latarń, czyli oprawy, które stanowią charakterystyczny element staromiejskiego wyposażenia ulicznego. Nie ulega wątpliwości, że po ponad siedemdziesięcioletniej eksploatacji ich obecny stan zachowania wymaga kompleksowej interwencji, zapobiegającej całkowitej destrukcji.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- <i>Dlaczego, Pana zdaniem, tak zaniedbano ważny w końcu element staromiejskiej architektury?</i></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- Od wielu lat interesując się historią miejskiego oświetlenia, prześledziłem jego powojenne losy. Odbudowana od podstaw Starówka uległa niestety upolitycznionej doktrynie konserwatorskiej, polegającej m.in. na rezygnacji z przywracania rzeźb sakralnych na fasadach staromiejskich kamienic (m.in. przy ul. Nowomiejskiej 11 oraz Wąskim Dunaju 8/10). Odcisnęła swoje piętno również na wyglądzie latarń. Zaprojektowane ok. 1953 roku dla Starego Miasta przez inż. Zbigniewa Krawczyńskiego, odznaczały się dość masywną budową, na co miała wpływ obecność w ich strukturze wielu metalowych elementów, kosztem elementów szklanych, zapewniających właściwą dla opraw oświetleniowych ilość światła. Gazowe latarnie, obecne na Starówce do wybuchu powstania warszawskiego w 1944 roku, uznano za relikt przeszłości kapitalistycznej, niekonweniujący z „postępową ideologią komunistyczną”. Więcej szczęścia, zdaniem miłośników „gazówek”, do których i ja należę, miała Praga, Sadyba, Wola i Żoliborz, gdzie je odtworzono najprawdopodobniej z&#8230; oszczędności. Ponieważ w tych rejonach miasta istniała przedwojenna jeszcze sieć gazowa, a jednocześnie brakowało środków na zastosowanie elektrycznego oświetlenia, powrócono do dawnego, paradoksalnie przywracając tam historyczną atmosferę. Do dzisiaj zresztą gazowe latarnie spotkać można jeszcze na kilku ulicach Sadyby, Żoliborza i Śródmieścia (np. na Agrykoli i ul. Jezierskiego).</p>
<p><a href="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2026/05/latarnie-wz.-1858.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-13135" alt="latarnie  wz. 1858" src="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2026/05/latarnie-wz.-1858-220x300.jpg" width="220" height="300" /></a></p>
<p>- <i>Co pewnie stało się źródłem Pana zainteresowania, a potem hobby?</i></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- To zainteresowanie datuje się od wczesnego dzieciństwa, kiedy w latach 60. mieszkałem w starej kamienicy przy ulicy Wroniej i często spacerowałem z rodzicami ulicą Grzybowską, zachwycając się wówczas ciepłym blaskiem ulicznych latarń, widocznych na odcinku między dawną ul. Marchlewskiego a ul. Graniczną. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się od swojego ojca, że taki magiczny efekt dają właśnie latarnie gazowe. Intuicyjnie poszedłem ich śladem już jako nastolatek, żeby dowiedzieć się, że w podobne świetlne walory wyposażone są praskie Szmulki, Targówek czy Agrykola. Rzeczywiście – historia warszawskiego oświetlenia stała się moim zamiłowaniem<br />
i uwrażliwiła moją wyobraźnię.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- <i>Zapewne niewiele osób wie, od kiedy w ogóle datuje się tradycja oświetlania Warszawy i co poprzedziło gazowe latarnie w stolicy? Skąd czerpał Pan swoją wiedzę?</i></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- Poza zachowanymi materiałami źródłowymi w postaci wzmianek prasowych z epoki  i fachowymi opracowaniami, jak choćby fundamentalna publikacja Jarosława Zielińskiego pt. ,,Latarnie Warszawskie” z 2007r.. wiele informacji mogą dostarczyć też widoki Warszawy na obrazach Canaletta czy Vogla. Warto – myślę – uzmysłowić sobie, że początki ulicznego oświetlenia Warszawy sięgają XVI wieku, kiedy to zaczęto oświetlać bramy miejskie żelaznymi kagankami m.in. przy użyciu mieszaniny oleju skalnego i lnianego. W 1716 roku pojawiło się pierwszych 12 latarń, oświetlających 4 strony ratusza staromiejskiego. Zaś w 1757 roku, na mocy zarządzenia ówczesnego prezydenta Starej Warszawy, Jana Dulfusa, wprowadzono standardowe latarnie w formie czterobocznych odwróconych dnem ostrosłupów, przykrytych lekko nachylonym namiotowym daszkiem, zwieńczonym kominem z otworem służącym jako wywietrznik. W 1787 roku Warszawa miała już dwa i pół tysiąca tego typu latarń. W okresie Królestwa Kongresowego wprowadzono latarnie olejowe, tzw. rewerberowe, czyli z odbłyśnikami, zapewniającymi wzmocnienie natężenia światła. Gazowe oświetlenie pojawiło się natomiast na Starówce w latach 1857 – 1858, w niecały rok po wprowadzeniu go<br />
w rejonie ulic: Ludnej, Książęcej, Nowego Światu i Krakowskiego Przedmieścia, kiedy to – pewnie z powodów strategicznych – postanowiono je „dociągnąć” od placu Zamkowego do Cytadeli. Przedsięwzięcie to było realizowane przez Niemieckie Kontynentalne Towarzystwo Gazowe z Dessau, które zbudowało gazownie na Ludnej i Kole, zaopatrujące Warszawę w gaz do 1925 roku, kiedy to miasto w całości je przejęło. Intensywny rozwój gazowego oświetlenia datuje się tylko do 1903 roku, bo wtedy zaczęto dokonywać pierwszych prób systemowej elektryfikacji miasta, związanych z powstaniem elektrowni na Woli. Zdawać by się mogło, że to już kres „gazówek”, dających światło o niezadowalającym natężeniu, co krytykowała prasa stołeczna już w 2 połowie XIX w. Zwracano uwagę m.in. na zbyt wysokie koszty ponoszone przez Warszawę na rzecz niemieckiego konsorcjum, przy emisji gazu w otwartych, tzw. motylkowych palnikach. Sytuacja uległa znacznej poprawie po zastosowaniu bawełnianych siatek austriackiego chemika i wynalazcy, Carla Auera von Welsbacha. Opatentował on koszulkę żarową, nasączoną tlenkiem toru i ceru, która stała się nawet konkurencyjna w eksploatacji w stosunku do zawodnego w pierwszych latach elektryfikacji oświetlenia łukowego, oczywiście w skali Warszawy, bo na staromiejskich ulicach niepodzielnie królowały „gazówki”, podlegające co pewien czas modyfikacjom, zwiększającym ich wydajność. W ten sposób przetrwały one do 1944 roku, kiedy to niestety podzieliły los zrównanej z ziemią Starówki.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- <i>Jak ocenia Pan wygląd powojennych latarni staromiejskich w stosunku do ich historycznego pierwowzoru?</i></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- Zasadnicze różnice dotyczą oczywiście źródła zasilania, którym po wojnie stał się prąd elektryczny, a także kształtu odtworzonych latarń. Wydaje się, że Krawczyński za punkt wyjścia dla swojego projektu przyjął czterościenne latarnie olejowe, które malował Vogel lub Canaletto; latarnie gazowe miały bowiem formę sześciokątną, o kształcie odwróconego i ściętego u wierzchołka ostrosłupa, nakrytego uskokowym daszkiem, zwieńczonym tzw. sterczynką.  Powojenny sposób umieszczania oświetlenia na murach budynków, nawiązywał, co prawda, do przedwojennej metody montażu przy pomocy dekoracyjnych elementów architektonicznych, tzw. kroksztyn, czyli wsporników, ale podczas odbudowy zastosowano zupełnie inaczej wyglądające metalowe pałąki, mocowane przy ścianach budynków jako forma zawieszenia. Na Rynku natomiast zastąpiono gazowe przedwojenne „pastorały” dwuramiennymi słupowymi kandelabrami, zgodnie ze wspomnianym projektem z 1953 roku. Zaopatrzono je w żarówki o mocy 250/300 V, ujęte w szklane tubusy, tak, aby nie raziły swoim blaskiem. Żarowe światło, standardowe dla wszystkich ulic Warszawy w latach 50., na Starówce funkcjonowało do początku lat 70. Wówczas to – ku wielkiemu mojemu (i nie tylko mojemu) rozczarowaniu zastąpiono je rtęciowymi świetlówkami o zimnej, nieprzyjemnej barwie, co wzmogło tylko moją tęsknotę za ciepłym żarowym światłem. Obecnie obserwuje się już – na szczęście – odchodzenie od tego rodzaju oświetlenia na rzecz ciepłego w barwie światła pochodzącego również z diod typu LED.</p>
<p><i> </i></p>
<p>- <i>Nawet za cenę ryzyka skutków szkodliwego wpływu ledowego oświetlenia na nasz wzrok i korę mózgową, jak obiegowo się uważa?</i></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- Z tego powodu właśnie modernizacja staromiejskiego oświetlenia poprzedzona musi być badaniami naukowymi oraz szeregiem analiz<br />
i doświadczeń nad wpływem tak chętnie i powszechnie stosowanego dziś źródła światła na nasze zdrowie. Wnioski z nich   płynące posłużyć powinny  do wprowadzenia najbardziej optymalnego rozwiązania, bo przecież nie każde ledowe światło jest niekorzystne dla ludzkiego wzroku; istnieją bowiem takie odmiany diod, które minimalizują to zjawisko.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- <i>Miejmy wobec tego nadzieję na pilne zastosowanie koniecznych usprawnień, zwłaszcza wobec  realizowanych sukcesywnie założeń tzw. Parku Kulturowego,  inicjatywy Rady m.st. Warszawy, która – jak czytamy – „pozytywnie wpłynie na estetykę I funkcjonalność przestrzeni, w której mieszczą się najważniejsze zabytki, związane z historią i tożsamością stolicy”, czego serdecznie Panu i Pana zespołowi życzę!</i></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- Wydaje się, że właśnie teraz – przy współczesnym rozwoju techniki oświetleniowej – nastąpiła szansa powrotu do źródeł światła, charakteryzujących się ciepłą barwą, tak bardzo odpowiadającą staromiejskiej architekturze.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Rozmawiała <strong>Izabela Witkowska-Martynowicz</strong></p>
<p><a href="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2026/05/latarnie-1953.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-13136" alt="latarnie 1953" src="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2026/05/latarnie-1953-225x300.jpg" width="225" height="300" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/jak-oswietlic-stare-miasto/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tylko prawda</title>
		<link>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/tylko-prawda/</link>
		<comments>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/tylko-prawda/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 May 2026 09:17:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Kuliski</dc:creator>
				<category><![CDATA[101 słów na piątek]]></category>
		<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.dziennikarzerp.pl/?p=13130</guid>
		<description><![CDATA[19 maja, w 114 rocznicę śmierci Bolesława Prusa, w Domu Dziennikarza w Warszawie rozdane zostały Nagrody im. Bolesława Prusa przyznawane przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej, ustanowione już w roku 1969, a więc niemal 60 lat temu.
Zwyczajem uroczystego rozdania są laudacje na cześć laureatów i ich wystąpienia. Podczas wtorkowej uroczystości Zielonego Prusa, honorującego dziennikarzy w początkowej fazie kariery, ale z poważnym dorobkiem (do 35 roku życia), odebrał Radomir Wit, znany reporter telewizyjny i sprawozdawca sejmowy TVN 24. Laureat zaapelował do polityków o odstąpienie od mowy nienawiści, pomówień i oczerniania, o poszanowanie prawdy. Apel zabrzmiał doprawdy pięknie. Tylko czy ktoś go wysłucha?
(Tomasz Miłkowski)
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><a href="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2023/01/MILKOWSKI_zdjecie-2-e1674770416857.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-9371" alt="MILKOWSKI_zdjecie 2" src="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2023/01/MILKOWSKI_zdjecie-2-e1674770416857-222x300.jpg" width="222" height="300" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/tylko-prawda/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nagroda IBISA! Rozpoczynamy nabór kandydatur!</title>
		<link>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/nagroda-ibisa-rozpoczynamy-nabor-kandydatur/</link>
		<comments>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/nagroda-ibisa-rozpoczynamy-nabor-kandydatur/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 May 2026 08:27:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Kuliski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.dziennikarzerp.pl/?p=13101</guid>
		<description><![CDATA[Oddział Warszawski Stowarzyszenie Dziennikarzy RP Oddział Warszawski ogłasza rozpoczęcie przyjmowania zgłoszeń do
IV edycji Konkursu - Nagroda im. Andrzeja „Ibisa" Wróblewskiego. ]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<div><strong>Kto może wziąć udział?</strong></div>
<div>Dziennikarze, którzy w roku konkursowym nie ukończyli 28. roku życia i są związani z Warszawą lub Mazowszem poprzez swoją działalność medialną, miejsce pracy lub zamieszkania.</div>
<div></div>
<div><strong>Jak się zgłosić?</strong></div>
<div>Zgłoszenia mogą nadsyłać:</div>
<div>– redakcje mediów,</div>
<div>– organizacje społeczne,</div>
<div>– członkowie Kapituły,</div>
<div>– a także sami kandydaci.</div>
<div></div>
<div>W poniżej  dostępny jest do pobrania Regulamin, Karta zgłoszenia i Oświadczenie autora materiałów, które wraz z materiałem dziennikarskim należy przesłać na adres: <a href="mailto:sdrp.warszawa@dziennikarzerp.pl" rel="noreferrer">sdrp.warszawa@dziennikarzerp.pl</a></div>
<div>  <strong>Termin nadsyłania zgłoszeń:</strong></div>
<div>do 30 czerwca !</div>
<div></div>
<div>To szansa na wyróżnienie młodych talentów dziennikarskich i kontynuowanie dziedzictwa patrona Nagrody.</div>
<div></div>
<div><strong>Do pobrania:</strong></div>
<div><a href="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2026/05/Nagroda-Ibisa-regulamin-karta-zgłoszenia-oświadczenie-3.pdf">Nagroda Ibisa regulamin karta zgłoszenia, oświadczenie-3</a></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/nagroda-ibisa-rozpoczynamy-nabor-kandydatur/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Role</title>
		<link>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/role/</link>
		<comments>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/role/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 May 2026 11:02:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Kuliski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Kwaśny czwartek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.dziennikarzerp.pl/?p=13124</guid>
		<description><![CDATA[Zupełnie nie pamiętam, jak prawie dokładnie 60 lat temu trafiłem do Teatru Małych Eksperymentów „Wagant”, założonego przy Uniwersytecie Warszawskim przez Tomasza Miłkowskiego z polonistyki. W pierwszym spektaklu nie brałem udziału, ale w drugim już tak. Był to Kwiat miłości, sztuka Tomka o wojnie wietnamskiej, gdzie trafiłem nie tylko ja, ale także kilka moich „wietnamskich” wierszy. Nie grałem tam żadnej roli – po prostu parę razy wchodziłem zza kulis i coś mówiłem. Te wejścia i to mówienie to była moja szkoła aktorska: Tomek jako reżyser przeczołgiwał mnie kilkadziesiąt razy na każdej próbie, uczył wymowy, ruchu, reagowania na światło reflektorów i na inne osoby na scenie, tego, że przedstawiając wiersz o spalonym przez napalm dziecku należy mimo dramatyzmu nie poddawać się nerwom i mówić widziałem dziecko, a nie wdziałem dziecko oraz że nie mówi się za wyjątkiem, bo gdyby się tak mówiło, to by trzeba też mówić przed wyjątkiem, a więc z wyjątkiem i już. 60 lat minęło jak jeden dzień, a ja to doskonale pamiętam. Nienawidziłem każdej próby i umierałem na początku każdego przedstawienia. A potem trema mijała, wchodziłem w rolę i dawałem radę. Do następnego razu.]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Rola? Jeszcze w <i>Pluskwie</i> Majakowskiego, rewelacyjnie wystawionej przez Tomka, który grał główną rolę, Prisipkina, byłem kimś w rodzaju lokaja, który wchodzi na scenę i mówi: <i>Jaśnie panie, powóz zajechał…</i> W pierwszej scenie sztuki przekupnia na targowisku rewelacyjnie grał nieodżałowany Andrzej Najman, najprzystojniejszy z moich przyjaciół, w którym kochały się wszystkie koleżanki, zwłaszcza te, które mnie się podobały, ale przy Andrzeju nie miałem szans. Ja w <i>Pluskwie </i>pojawiałem się w drugiej scenie, w hotelu robotniczym, w roli młodego robotnika, który wchodzi na scenę i z rozpaczą w głosie krzyczy: <i>Gdzie buty? Znowu buty rąbnęli. Cóż to, mam je na noc odnosić na Dworzec Kurski do przechowalni ręcznego i nożnego bagażu czy co?</i> Ten krzyk zupełnie mi nie wychodził… Ale moje ambicje teatralne rosły.</p>
<p>W Warszawie w 1966 r. na Międzynarodowych Targach Książki kupiłem dwie publikacje (najpierw trzeba było na specjalnym formularzu złożyć zamówienie, które zdaje się weryfikowała cenzura, potem przesyłka przychodziła pocztą) autorstwa Jamesa Salingera: było to <i>Nine Stories</i> oraz bestseller tamtych lat – <i>The Catcher in the Rye</i>, <i>Buszujący w zbożu</i>. Czytałem to oczywiście, jak wszyscy, w polskim przekładzie Marii Skibniewskiej – ale ten przekład mi się nie spodobał. Więc gdy już miałem oryginał, postanowiłem samemu powieść przetłumaczyć, jednocześnie adaptując ją na scenę. No i wreszcie zagrać główną rolę. Tomek Miłkowski rzecz zaakceptował, podjął się reżyserii i obsadził wszystkie role. Zagrałem nastolatka Holdena Caulfielda. Miałem 19 lat.</p>
<p>W pierwszej scenie Holden rozmawia ze swoim starszym kolegą o dziewczynie, w której się kocha. Kolega najpierw tę Jane Gallagher dezawuuje, potem sugeruje, że gdyby tylko chciał, to zaraz by była jego. Holden rzuca się na niego z pięściami, Stradlater daje mu wycisk, Holden odchodzi i postanawia uciec z domu. Stradlatera grał mój najserdeczniejszy przyjaciel, Zbyszek Jachimski. Na próbach oczywiście robiliśmy choreografię bójki, a nie bójkę, ale przed premierą Tomek się wkurzył i powiedział, żebyśmy się bardziej postarali. Postaraliśmy się. Rzuciłem się, Zbyszek mnie odepchnął, walnąłem głową o fotel, przyjaciel dowalił mi pięścią, zszedłem ze sceny – zgodnie ze scenariuszem, ale z krwotokiem z nosa, czego scenariusz nie przewidywał. Zebrałem oklaski. Po premierze pytano nas, jak zdołaliśmy zrobić taką wiarygodną iluzję bójki. Holden w całej półtoragodzinnej sztuce tylko przez siedem minut jest poza sceną. To były właśnie te minuty, w czasie których mój krwotok został zatamowany i mogłem grać swoją rolę dalej.</p>
<p>Kilka premier później wystawialiśmy jakiś montaż poetycki, który nazywał się <i>Stara rekwizytornia</i>. Byłem tam starym rekwizytorem. Przez kilkanaście minut pudrowano mi włosy tak, żeby wyglądały na siwe. Na peruki nie było nas stać, musieliśmy oszczędzać. Szkoda, że teraz już nie gram starego rekwizytora, można by zaoszczędzić też na pudrze.</p>
<p>Potem przyszły inne role, w innych teatrach i na innych scenach. Może najtrudniejsza była pierwsza scena w teatrze życia, w którym zacząłem grać rolę ojca – kiedy w szpitalu na warszawskim Solcu przyszedłem odebrać żonę i tylko co urodzonego syna. Dwie rzeczy nieprzewidziane w scenariuszu – kiedy pielęgniarka podała mi tłumoczek z koca, w którym zapakowane było dziecko – i pakunek był tak lekki, że mało go nie podrzuciłem w powietrze. A parę minut później, już na ulicy, tłumoczek się poruszył. Powinienem się wzruszyć, ale głównie się przestraszyłem. Bo to coś, co trzymałem w rękach przestało być <i>czymś</i>, a stało się w tym momencie pełnoprawnym <i>kimś</i>, kto ma własną wolę i już teraz w wieku bodaj trzech dni, objawia własne, niezależne ode mnie działania… I to zostało na następne 53 lata…</p>
<p>Potem przez parę lat próbowałem odgrywać rolę dziennikarza – reportera interwencyjnego. Ubierałem się w garnitur, żeby wyglądać poważniej, bo z redaktorem w wieku dwudziestu paru lat mało kto chciał w ważnych sprawach rozmawiać. Kiedyś redakcja „Polityki” wysłała mnie na reportaż pod Poznań, gdzie źle się działo w jednym z domów dziecka. I kiedy zapukałem do drzwi nauczyciela-opiekuna, który do „Polityki” napisał z prośbą o pomoc w walce z dyrekcją i chroniącym ją Komitetem Wojewódzkim Partii – zobaczyłem, że garnitur nie pomógł. Że czytelnik nie uwierzył, iż taki młokos może cokolwiek zrobić w tak skomplikowanej sprawie. Sprawa nie była skomplikowana, ale rzeczywiście niewiele pomogłem.</p>
<p>A potem, w innej sprawie, napisałem zły reportaż, stronniczy, zaorał mnie o wiele starszy i bardziej doświadczony dziennikarz z konkurencyjnego pisma i przez długi czas grałem rolę negatywnego przykładu, studenci się na mnie uczyli i mój casus opisywano w „Zeszytach Prasoznawczych”. Bolało jak cholera, ale ogromnie dużo się wtedy nauczyłem. A nauka nie tylko kosztuje, także boli. I potem pracowałem na roli, a dokładniej – w Pegieerze na Opolszczyźnie, z czego mi został <i>Ulisses </i>Joyce’a i wydany w Czechach album <i>Beatles v písních a obrazech</i>, oba kupione na rynku w Paczkowie, niechęć do popijania paprykarza szczecińskiego koniakiem Martell, bo tylko to można było tam w sklepie kupić i zrobione między polami kukurydzy prawo jazdy.</p>
<p>I marzyłem wtedy, żeby być już na tyle stary i na tyle doświadczony, a może i mądry w jakiejś dziedzinie, żeby móc być niezależnym komentatorem i wypowiadać własne opinie, niezależne od zdania dyrektorów, starszych redaktorów, linii programowych i chęci zdobycia poklasku publiczności. Udało mi się pod koniec życia, w zasadzie już poza progiem działalności zawodowej.</p>
<p>Tyle tylko, że jednocześnie z tą wolnością i poczuciem dystansu przyszła świadomość tego, że to co ja myślę, czego doświadczam i co o tym piszę – nie ma żadnego znaczenia. I to bez względu na to – proszę wybaczyć – czy ktoś to czyta, czy nie. Bo świat, mój świat, zrobił się tak różnorodnie podzielony, że większość ludzi czyta – słucha – ogląda – tylko to, co chce przeczytać, wysłuchać, obejrzeć, bo potrzebuje tylko potwierdzenia własnych opinii. Ten głębszy, bardziej dramatyczny podział jest jeszcze trudniejszy do zaakceptowania, bo dzieli rzeczywistość na maleńką kulkę, może nawet bańkę, w której jestem ja, moje nieliczne i mało ważne sprawy, opinie, doświadczenia i poglądy i drugą, wielką kulę, w której są inne sprawy, opinie, doświadczenia, poglądy i cały Kosmos. Mogę tę swoją bańkę pokolorować, żeby zachęcić resztę świata do jej obejrzenia, może nawet do akceptacji, dodać przypraw, soli, pieprzu, kurkumy i cynamonu, ale i tak to sytuacji nie zmieni i rola, jaką przyjdzie mi odegrać w tej mojej bańce, nie jest ani główna, ani drugoplanowa, nie jest to nawet rola szatniarza czy portiera.</p>
<p>Czy taka konstatacja boli? Bo ja wiem? Kwestia przyzwyczajenia. Choć z wiekiem jest niby więcej czasu na takie przyzwyczajanie się, to jednak ten czas pędzi tak szybko, że nawet jeśli czegoś doświadczymy, to jeśli jest to coś miłego – minie, zanim się o tym przekonam, że jest. Jeśli coś nieprzyjemnego – cóż, zmieni się w nieprzyjemną zwyczajność, jak codzienne golenie i wkładanie skarpetek&#8230; Czy to boli? No jasne.</p>
<p>Ale jam nie z soli, ani z roli, ani nawet z coca-coli, tylko z tego co mnie boli.</p>
<p><a href="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2024/01/pinkwart-foto.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-10277" alt="pinkwart foto" src="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2024/01/pinkwart-foto.jpg" width="240" height="180" /></a></p>
<p><b>Maciej Pinkwart</b></p>
<p>21 maja 2026</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/role/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Barwa Życia</title>
		<link>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/barwa-zycia/</link>
		<comments>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/barwa-zycia/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 May 2026 22:14:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Kuliski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.dziennikarzerp.pl/?p=13109</guid>
		<description><![CDATA[W piątek 8 maja w Domu Artysty Plastyka przy ulicy Mazowieckiej 11 A odbył się wernisaż wystawy "BARWA ŻYCIA" . Wystawa będzie czynna do końca maja b. r. Oto relacja z wystawy.]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><a href="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2026/05/Barwa-Zycia-wystawa.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-13110" alt="Barwa Zycia wystawa" src="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2026/05/Barwa-Zycia-wystawa-209x300.jpg" width="209" height="300" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jakie emocje można wyrazić tkaniną? To zadanie podjęło dwunastu artystów w Grupie Twórczej GMTG (GroupMidiTextile Graphic) na zaproszenie organizatora &#8211; Marka Lewickiego. Zadaniem każdego autora było przygotowanie prac własną techniką, o dowolnej tematyce: jedynym ograniczeniem był format podobrazia (40 x 40 cm), co pozwoliło wyeksponować je później efektownie na wystawie w Galerii ML w Domu Artysty Plastyka w Warszawie. Przygotowania trwały od ubiegłego roku i w relatywnie krótkim czasie powstała kolekcja bardzo różnorodnych obiektów pod wspólnym tytułem &#8222;Barwa życia&#8221;.</p>
<p>To dosyć przewrotne sformułowanie, bo barwa życia nie jest jednolita: składa się z wielu rozmaitych kolorów i odcieni, co widać na utkanych obrazach. Określenie &#8222;tkanina&#8221; nie jest jednoznaczne, gdyż artyści przemawiają w rozmaity sposób. Oprócz tradycyjnych gobelinów wykorzystują fragmenty gotowych materiałów i futer, jedwab, filc, sznurki, nici, koronki, wstążki. Dziergają szydełkiem, haftują, wyklejają kolaże, rysują, malują akrylem, ozdabiają kamykami, koralikami, lusterkami. Tematyka prac to portrety, pejzaże, kwiaty; realistyczne i symboliczne. Właśnie ta różnorodność jest niesamowicie intrygująca: ilustruje zainteresowania twórców i ich pomysły na wyrażenie swojego widzenia świata, wspomnień, impresji. Nie wszystkie prace zmieściły się na wystawie w Warszawie, ale &#8222;Barwa życia&#8221; będzie pokazywana w lecie w Szczecinie.</p>
<p>Wernisaż otworzyli uroczyście: Prezes Okręgu Warszawskiego Związku Polskich Artystów Plastyków &#8211; Bożenna Leszczyńska, Wiceprezes OW ZPAP &#8211; Joanna Lohn-Zając, kurator wystawy &#8211; Monika Lewicka oraz organizator GMTG i autor katalogu &#8211; Marek Lewicki. Właśnie katalog zawiera pełny zestaw prac. To urokliwe tkaniny w kolorze blue Barbary Bieleckiej-Woźniczko, wspomnienia z Nowego Jorku i Long Island. Anna Gościniak łączy pasma włóczki z szarą wełną boucle. Agnieszka Jaworska wyczarowała intymną atmosferę z oryginalnie udrapowanego materiału. Jaga Karkoszka proponuje żartobliwy &#8222;Kotylion&#8221;, Monika Lewicka specjalizuje się w serii portretów wyhaftowanych na płótnie krzyżykami. Marek Lewicki odwołuje się do wyobraźni widzów i zaprasza do zoo, na spotkanie z lwem, żabą, pelikanem, tygrysem, kretem, słoniem, czarną pantera, pingwinem, szakalem i koalą. Joanna Lohn-Zając przygotowała geometryczne &#8222;Destrukcje&#8221;, a Barbara Maj pomysłowe kolaże. Prace Ewy Misiak przyciągają uwagę stonowanym, ciemnym kolorytem; Joanna Pasynkiewicz utkała gobeliny, ukazując ekologiczne miasto, ocean marzeń i wizję purpurowego deszczu, a Katarzyna Żabińska-Sikorska w cyklu &#8222;Terra Incognita&#8221; nawiązuje do kolorów Ziemi. Jestem zaszczycona zaproszeniem do grupy GMTG: moje prace to eksperymenty wokół tkaniny: dzianiny z wełny na podobraziu, malowanym akrylem; kompozycje ze sznurów z lusterkami i elementami ozdobnymi.</p>
<p>Wystawa &#8211; <strong>czynna do końca maja</strong> &#8211; odbywa się pod patronatem medialnym &#8222;Tygodnika Polskiego&#8221; oraz Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej. Patronat artystyczny objął OW ZPAP.<br />
<b>BEATA JOANNA PRZEDPEŁSKA</b></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/barwa-zycia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nostalgiczna noc muzeów</title>
		<link>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/nostalgiczna-noc-muzeow/</link>
		<comments>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/nostalgiczna-noc-muzeow/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 May 2026 22:42:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Kuliski</dc:creator>
				<category><![CDATA[101 słów na piątek]]></category>
		<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.dziennikarzerp.pl/?p=13097</guid>
		<description><![CDATA[Nie chce mi się  pisać o sławnych uciekinierach, którzy rzucili się za ocean w ucieczce przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Za dużo tych emocji na ich temat. I opera mydlana.
Lepiej idźmy do muzeów w tę noc, kiedy wstęp jest bezpłatny i tłumy ciągną, aby delektować się sztuką. Piękny nowy obyczaj. Na noc muzeów jadę aż do Trzcianki. W tamtejszym Muzeum Ziemi Nadnoteckiej będziemy wspominać niegdysiejsze sympozjum młodych twórców, które zawitało do Trzcianki pół wieku temu. Piękny pomysł Wiktora Franczyszyna. Przybędzie nas garstka, ale jednak coś. To skok we wspomnienia, kiedy świat był jeszcze do wzięcia. A może, kto wie, nadal jest?
(Tomasz Miłkowski)]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><a href="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2023/01/MILKOWSKI_zdjecie-2-e1674770416857.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-9371" alt="MILKOWSKI_zdjecie 2" src="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2023/01/MILKOWSKI_zdjecie-2-e1674770416857-222x300.jpg" width="222" height="300" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/nostalgiczna-noc-muzeow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dodatkowy dyżur sekretariatu OW SDRP!</title>
		<link>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/dodatkowy-dyzur-sekretariatu-ow-sdrp/</link>
		<comments>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/dodatkowy-dyzur-sekretariatu-ow-sdrp/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 May 2026 12:20:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Kuliski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.dziennikarzerp.pl/?p=13095</guid>
		<description><![CDATA[Szanowni Państwo, uprzejmie informujemy, że biuro oddziału Warszawskiego SDRP dodatkowo będzie czynne w dwa najbliższe piątki - 15 i 22 maja  w godz. 11.00 - 15.00. Zapraszamy!

-- ]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[Szanowni Państwo, uprzejmie informujemy, że biuro oddziału Warszawskiego SDRP dodatkowo będzie czynne w dwa najbliższe piątki - 15 i 22 maja  w godz. 11.00 - 15.00. Zapraszamy!

-- ]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/dodatkowy-dyzur-sekretariatu-ow-sdrp/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy Polska jest republiką?</title>
		<link>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/czy-polska-jest-republika/</link>
		<comments>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/czy-polska-jest-republika/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 May 2026 12:06:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Kuliski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Kwaśny czwartek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.dziennikarzerp.pl/?p=13090</guid>
		<description><![CDATA[Takie pytanie zadano posłowi i byłemu ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego z Lewicy, Dariuszowi Wieczorkowi i poseł stwierdził że nie, bo Polska jest Rzeczpospolitą. Nie wiedział też, kto walczył w wojnie secesyjnej. A większość z pytanych posłów nie wiedziała, ile jest osiem razy siedem. Przytaczam to dlatego, że to jest teraz świeży temat, a kompromitujące odpowiedzi na łatwe, choć pewno prowokacyjne pytania uzyskiwali reporterzy, buszujący po korytarzach na, nomen omen, ulicy Wiejskiej w związku z trwającymi maturami. Oczywiście wiem, że stres robi swoje i czasem blokuje mózg, jednak tu nie chodzi o czasową blokadę. Żenadą częstują nas co dzień posłowie, członkowie rządu i opozycji, co zresztą bywa stałym elementem folkloru politycznego w kraju, w którym przeciętny obywatel nie tylko nie pamięta już tabliczki mnożenia, ale nie ma pojęcia ile głosów dostał w wyborach ten czy inny kandydat na prezydenta. Tego, oczywiście, nie wie nikt i wiedzieć nie będzie. W efekcie dla wielu osób prezydent Polski jest oceniany jak kot Schrödingera, podczas gdy dla innych – jak kot Kaczyńskiego. Na tym polega polska mechanika kwantowa.]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Tej niewiedzy wyborczej mamy więcej, niż wiedzy. Czy znacie nazwiska wszystkich posłów ze swojego okręgu wyborczego? Zapewne nie, choć pewno wiecie, na kogo sami głosowaliście. Ale czy pamiętacie, jaki był program wyborczy tego na kogo głosowaliście? A z kim z własnej partii ten ktoś konkurował i czym jego oferta różniła się od innych? A czy wiemy, ile kosztowała jakąś partię czy komitet wyborczy kampania do parlamentu czy samorządu na jakimkolwiek szczeblu? Przez ile dni nie było w pracy premiera, ministra, prezydenta, wójta czy pracownika jakiejkolwiek firmy w czasie, gdy „walczył” o mandat, gdy namawiał do głosowania na siebie lub na swoich? I jaki jest tego efekt? Ilu radnych znacie? Ilu uważacie za mądrych i wartych trudu kampanijnego już w połowie kadencji? Ilu posłów jest, według was, elitą narodu? Ilu ministrów rzeczywiście zna się na tym, co robi i choćby nie opowiada bzdur z dziedziny, za którą jakoby jest odpowiedzialny?</p>
<p>Mówi się teraz o konieczności zmiany obecnej polskiej Konstytucji. A ilu z mówiących o tym choćby raz przeczytało tekst polskiej ustawy zasadniczej? I kto potrafi popatrzeć na te postulowane zmiany nie w perspektywie kolejnej kadencji tylko w perspektywie – powiedzmy – pół wieku?</p>
<p>Przywołałem na początku niewiedzę – a może tylko wysoki, blokujący rozum poziom stresu posła lewicy specjalnie, żeby nie myśleli Państwo, że jestem stronniczy i uważam że sejmową żenadę reprezentują wypowiedzi Marii Kurowskiej, Mariusza Błaszczaka, Janusza Kowalskiego, Witolda Tumanowicza, Sławomira Mentzena, Marka Jakubiaka czy Romana Fritza. Wśród 460 posłów i 100 senatorów poziom głupoty, niekompetencji i chamstwa rozkłada się z pewnością nierówno w różnych ugrupowaniach, ale przeciętnie jest zapewne podobny do tego, jaki ma statystyczny Polak. Wybór każdego z nich kosztował od kilkunastu do kilkuset tysięcy złotych. Czy nie zgodzicie się Państwo z opinią, że w większości przypadków to pieniądze wyrzucone w błoto? I że coś w tym trzeba zrobić?</p>
<p>Obowiązująca obecnie Konstytucja RP, którą obóz Pałacu Namiestnikowskiego tak usilnie pragnie zmienić, w preambule stwierdza, że ustawę zasadniczą uchwalamy <i>My, naród…</i> Ta kalka z Konstytucji USA, która stała się słynna w Polsce od czasu pamiętnego przemówienia Lecha Wałęsy w Kongresie Stanów Zjednoczonych 18 listopada 1989 r., kiedy to te dwa pierwsze słowa od razu przetłumaczył na angielski niezapomniany Jacek Kalabiński, a parlamentarzyści amerykańscy, słysząc owe <i>We, the People…</i> wstali i zgotowali Wałęsie owację skłania do dwóch refleksji: po pierwsze kongresmeni amerykańscy znają własną konstytucję, a przynajmniej jej początek. Po drugie, jeśli to naród ustanawia prawa podstawowe, to znaczy, że ja też.</p>
<p>I nie potrzebuję do tego powoływać sobie żadnej rady konstytucyjnej. Głównie dlatego, że byłaby albo niepotrzebna, albo nieskuteczna. Niepotrzebna, gdy będzie składać się z samych dworaków i podlizuchów powołującego. Nieskuteczna – jeśli nie: jak wiadomo, gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. Więc moja rada konstytucyjna będzie jednoosobowa: sam sobie powymyślam, i nie całość tego przyszłego dokumentu, tylko dwie sprawy, które tam powinny się znaleźć. Oprę się w swoim projekcie na czymś, co jest mi bliskie: zasadach demokracji ateńskiej, logice i obiektywizmie sztucznej inteligencji, o której ostatnio tyle pisałem.</p>
<p>Po pierwsze. Na każdym szczeblu demokracji, od sołectwa do parlamentu, przedstawiciele narodu, mający sprawować władzę, będą pochodzić z losowania spośród osób uprawnionych. Uprawnionymi będą wszyscy obywatele pełnoletni, zamieszkali stale na obszarze, którego dotyczy elekcja, którzy wyrażą zgodę na kandydowanie i którzy nie mają ograniczonych praw obywatelskich. Osoby mieszkające na stałe poza Polską, województwem, gminą, których wybory dotyczą, kandydować nie mogą, bo są outsiderami. Algorytm losowania opracuje AI. Zapewne jeśli chodzi o wyższe szczeble władzy – samorząd wojewódzki, parlament – powinno się wprowadzić cenzus wykształcenia – posiadanie przynajmniej matury powinno być obligatoryjne. Do senatu – jeśli zdecydujemy się go utrzymać w obecnej formie – powinien obowiązywać cenzus wyższego wykształcenia (dyplomy Collegium Humanum – wykluczone!). Być może jednak senat powinien składać się z reprezentantów władzy wykonawczej z poszczególnych województw, akademii naukowych, wyższych uczelni (Collegium Humanum – wykluczone!). W momencie wylosowania do władzy przedstawicielskiej każdy jej członek – jeśli należy do jakiejkolwiek partii politycznej – musi z członkostwa zrezygnować lub je zawiesić na czas swojej kadencji.</p>
<p>Istnieje hipotetyczne niebezpieczeństwo, że wynik losowania będzie niereprezentatywny – jeśli algorytm wylosuje do rady miasta czy gminy skład jednorodny, na przykład będzie to grupa kilkunastu gospodyń domowych w wieku emerytalnym. Albo piłkarzy KS Huragan-Waksmund. Na wyższych szczeblach władzy przedstawicielskiej taki przypadek jest mało prawdopodobny, choć prawdopodobieństwo jest <i>niezerowe.</i> Dlatego też należy skrócić kadencje losowanych władz: od roku na szczeblu podstawowym, do trzech lat na szczeblach centralnych. Przez tak krótki czas nie zdąży się ani nabrać manier autorytarnych, ani skumulować błędów. Powie ktoś, że w ten sposób we władzach nie będzie osób doświadczonych, które demokracji uczyły się przez kilka kadencji. Naprawdę sądzicie, że poseł Leonard Krasucki i posłanka Barbara Bartuś z PiS, poseł Andrzej Grzyb czy Aleksander Maliszewski z PSL, posłanka Zofia Czernow czy poseł Janusz Cichoń z Koalicji Obywatelskiej, poseł Jacek Czerniak czy Wiesław Szczepański z Nowej Lewicy przez te wszystkie kadencje czegoś z techniki sprawowania władzy się nauczyli? A każdy z nich jest w sejmie przynajmniej kilkanaście lat…</p>
<p>Po drugie. Przedstawiciele władzy wykonawczej – sołtysi, naczelnicy, burmistrzowie i prezydenci oraz premier i ministrowie – nie mogą wchodzić w skład władzy wykonawczej. To, co jest teraz, barbarzyńsko łamie zasadę trójpodziału władz: parlament, na przykład, jest wobec rządu organem kontrolnym. W efekcie istniejącej sytuacji minister, będący zarazem parlamentarzystą, ma prawo kontrolować sam siebie. Wszystkie stanowiska kierownicze władzy wykonawczej – od sołtysa po premiera – mają pochodzić z konkursu. Kandydatów mają prawo zgłaszać partie polityczne i organizacje społeczne pod warunkiem, że istnieją co najmniej pięć lat. Wyboru dokonuje odpowiednie ciało przedstawicielskie po wysłuchaniu kandydatów, którzy w wystąpieniu nie dłuższym niż 15 minut mają przedstawić co, jak i z czyją pomocą chcą zrobić dla kraju lub regionu. Wybór zostaje dokonany zwykłą większością głosów. Premier, marszałek, prezydent miasta, burmistrz czy wójt swoich współpracowników dobierają sobie samodzielnie, a ministrowie czy członkowie władz wojewódzkich, powiatowych, miejskich i gminnych podlegają wyłącznie swoim zwierzchnikom. Samorząd czy parlament nie może odwołać ministrów czy naczelników wydziałów – może tylko odwołać ich szef.</p>
<p>A co z sędziami, służbami specjalnymi, wojskiem? To powinny być organizmy zupełnie niezależne, współpracujące z władzami w myśl określonych zasad. Co z wyborem – nominacją – losowaniem prezydenta? Jak to teraz mówią politycy przed kamerami – to dobre pytanie. Ale mój wkład w działalność rady konstytucyjnej na tym się kończy – nie będę się sam męczył. Powiecie, że te moje propozycje wywołają chaos i niepewność co do kierunku, w jakim popłynie nawa państwowa? Możliwe. Ale ten chaos i niepewność nie będą większe niż są teraz, a na pewno będzie uczciwiej, sprawiedliwiej i przyjaźniej.</p>
<p>Wiem, wiem – nie o to w sprawach państwowych chodzi. I dlatego moja prywatna rada konstytucyjna na tym kończy swoją działalność…</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2024/01/pinkwart-foto.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-10277" alt="pinkwart foto" src="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2024/01/pinkwart-foto.jpg" width="240" height="180" /></a></p>
<p><em>Maciej Pinkwart, 14 maja 2026 r.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/czy-polska-jest-republika/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poza prawem</title>
		<link>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/poza-prawem/</link>
		<comments>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/poza-prawem/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 May 2026 18:53:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Kuliski</dc:creator>
				<category><![CDATA[101 słów na piątek]]></category>
		<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.dziennikarzerp.pl/?p=13083</guid>
		<description><![CDATA[Europejski Trybunał Praw Człowieka, działający z mandatu Rady Europy, której Polska jest członkiem, wydał zabezpieczenie, w którym wzywa stosowne polskie władze do umożliwienia wybranym sędziom do Trybunału Konstytucyjnego sprawowanie ich powinności, czyli orzekania. Ale Trybunał Konstytucyjny ustami swojej rzeczniczki udaje, że decyzja Trybunału Praw Człowieka go nie dotyczy. Paradoksalnie sąd konstytucyjny oświadcza, że nie zamierza przestrzegać prawa.
Taki stan rzeczy utrzymuje się od wielu lat. Prawo swoje, a urzędnicy, którzy przypisują sobie uprawnienia ustawodawców, swoje. Niebezpieczna to gra, która nie tylko paraliżuje organy państwa, a takim jest przecież Trybunał Konstytucyjny, ale utrwala przekonanie, że można w państwie prawa bimbać na prawo.
(Tomasz Miłkowski)

]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><a href="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2023/01/MILKOWSKI_zdjecie-2-e1674770416857.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-9371" alt="MILKOWSKI_zdjecie 2" src="https://www.dziennikarzerp.pl/wp-content/uploads/2023/01/MILKOWSKI_zdjecie-2-e1674770416857-222x300.jpg" width="222" height="300" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.dziennikarzerp.pl/2026/05/poza-prawem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
