Oddział Warszawski
tel. 22 826 79 45
sdrp.warszawa@dziennikarzerp.pl

Ateizm funkcjonalny

8 stycznia 2026

W okresie świątecznym przypomniałem w Internecie kilka moich kolęd, do których muzykę napisali Stanisław Lubowicz i Andrzej Zarycki. Dociekliwsi czytelnicy mogli znaleźć na mojej stronie kilkanaście innych, bezmuzycznych. Opublikowane kolędy spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem dwóch osób, a kilkoro czytelników/słuchaczy wyraziło zdziwienie, że ja, osoba uznawana za areligijną, zajmuję się tego rodzaju twórczością.

Print

No cóż, istnieje rzecz jasna twórczość religijna, istnieje też – choć zdaje się w mniejszości – twórczość antyreligijna. W przeważającej mierze jednak twórczość, szczególnie literacka, istnieje sobie, a religijność – czy areligijność – twórców sobie. I z faktu, że bohaterowie Stu lat samotności Marqueza przez długi czas obywają się bez religii, a gdy już wreszcie w Macondo pojawia się kościół, większe znaczenie (co nie znaczy, że duże) ma w nim  ksiądz, niż Pan Bóg. Hobbici, elfy czy ludzie opisani we Władcy pierścieni Tolkiena walczą z Sauronem nie wzywając na pomoc Boga, tylko raczej siebie nawzajem, a bohaterowie Opowieści z tysiąca i jednej nocy interesują się przeważnie haremami, bardziej niż meczetami. Największe dzieła Stanisława Lema (Solaris, Niezwyciężony, Eden) czy Franka Herberta (Kroniki Diuny) ani słowem nie wspominają o Bogu i wierze, podobnie świetnie sobie bez najwyższej instancji radzą Scarlett O’Hara i Rhett Butler w powieści Margaret Mitchell Przeminęło z wiatrem, choć może gdyby bohaterowie więcej czasu spędzali w kościele albo choćby na spotkaniach Ku-Klux-Klanu, ich córka Bonnie Blue nie skakałaby z fatalnym skutkiem na kucyku przez za wysoki płot, Rhett nie stwierdzałby, że go to wszystko nic nie obchodzi, a Scarlett nie musiałaby deklarować, że pomyśli o tym jutro.

Z drugiej strony jednak, Charles Darwin chciał zostać pastorem, a Albert Einstein, rozważając naturę Wszechświata był zmuszony stwierdzić, że Bóg nie gra w kości, tym przywołaniem autorytetu Stwórcy dając wyraz swojemu dyzgustowi wobec indeterminizmu fizyki kwantowej i teorii nieoznaczoności Wernera Heisenberga.

Ależ daleko zabrnęliśmy… I moglibyśmy w tych rozważaniach zajść Bóg wie gdzie, więc wróćmy do początkowej myśli, której nie zdołałem nawet jeszcze wyrazić. Otóż autor, pisząc (malując, rzeźbiąc, filmując) wcale nie musi, a nawet w prawdziwej twórczości nie powinien przedstawiać tego, w co wierzy, powinien po prostu dobrze pokazywać to, co zamierzał pokazać. Chciałbym uwierzyć, że to prawda – ale na razie tylko przytoczę jako anegdotę – iż Matka Boska, wkurzona na czołobitność połączoną z artystyczną fuchą, nawrzeszczała na malarza Jana Stykę żądając, żeby nie malował jej na kolanach, tylko żeby malował ją dobrze.

Wracając do moich kolęd i ich związku z moją wiarą czy niewiarą – no cóż, John Ronald Reuel Tolkien opisując sprawy, dziejące się w Śródziemiu zapewne nie wierzył, że zamieszkiwały je elfy, hobbity, krasnoludy, czarodzieje, orkowie i Gollum, a ono samo istniało naprawdę, zaś Maria Konopnicka nie wierzyła w Koszałka-Opałka, choć Królowę Tatrę i sierotkę Marysię mogła traktować z realistyczną sympatią. Oczywiście, wiem, że moich kolęd i twórczości Tolkiena nic nie łączy, ale z Marią K. mam pewne podobieństwo, przynajmniej w dziedzinie sympatii do kobiet.

Stosunek twórców do różnych religii jest więc podobny do stosunku, jaki do religii mają wszyscy ludzie: rzadko jesteśmy ich zaciekłymi wrogami, rzadko też (biorąc rzecz w makroskali) jesteśmy ich ortodoksyjnymi wyznawcami (nie wierzę ani trochę w fundamentalistyczną religijność Donalda Trumpa i J.D. Vance’a, Mariusza Błaszczaka i Zbigniewa Ziobry, Victora Orbana i Władimira Putina, a nawet organizacji Boko Haram i Jarosława Kaczyńskiego) – ich manifestacyjna religijność pojawiła się dopiero wtedy, gdy zyskała polityczne poparcie wyznawców. Bo w gruncie rzeczy, prawie wszyscy jesteśmy niemal w stu procentach ateistami. Czyli bezbożnikami, ἄθεοι (w liczbie pojedynczej ἄθεος), którzy pojawiali się już w starożytnej Grecji i nie wierzyli w Zeusa, Herę, Dionizosa i całe to olimpijskie towarzystwo. Być może wierzyli w Baala, Amona czy Odyna, no ale z punktu widzenia greckiego byli ἄθεοι. Ateistami najprawdopodobniej byli też malarze-artyści z Altamiry, Lascaux czy jaskini Chauveta, którzy malowali bizony, niedźwiedzie, lwy i własne dłonie, ale nie namalowali ani jednego boga. Jednak oczywiście nie możemy wykluczyć, że ich bogami były bizony, niedźwiedzie, lwy i własne dłonie. Ale z naszego, chrześcijańskiego punktu widzenia byli ateistami albo w najlepszym wypadku poganami – czyli osobami prymitywnymi (paganus to po łacinie wieśniak), czczącymi niewłaściwych bogów, którzy wcale bogami nie byli. Z naszego, chrześcijańskiego punktu widzenia czczenie innych bogów, których nazywa się bożkami to zabobon, a w odniesieniu do większych rozmiarowo religii – mitologia. Czyli bajka, próbująca wyjaśnić (oczywiście błędnie) powstanie świata, prawa nim kierujące, zasady moralności i hierarchii społecznej.

Na świecie jest od 4500 do 10 000 religii. Dokładnie trudno to ustalić, bo nie ma zgody co do tego, co jest religią, a co nią nie jest. Oczywiście większości nie znamy nawet z nazwy, ale jeśli już znamy, to albo je wyśmiewamy, albo je zwalczamy, albo nimi pogardzamy, jako prymitywnymi, gorszymi od naszej. Jednak czy to będzie chrześcijaństwo, czy islam, czy scjentologia, czy wiara w olimpijskich bogów, czy w Latającego Potwora Spaghetti – wyznawcy jednej religii nie wierzą w inne. I z punktu widzenia tych innych są ateistami. A dla wierzących – wszystkie religie minus jedna są bajkami, fałszywymi opiniami lub kpiną. Co gorsza, wielu ludzi za religię bierze ideologię, która religią – lub jej przeciwieństwem – się wspiera: stąd bezrefleksyjne poparcie dla doktryn i kierunków politycznych, które nie są nigdy przyjmowane dzięki wiedzy, tylko dzięki wierze: jakobinizm, faszyzm, komunizm, nacjonalizm, kaczyzm, ksenofobia czy fanatyzm smoleński.

Tolerancja religijna cechowała Greków i Rzymian, którzy mieli panteony otwarte – jeśli podbili jakiś region lub zetknęli się pokojowo z krajem, w którym poważaniem cieszył się jakiś bóg lub grupa bogów – bez większych problemów pozwalali im oddawać cześć także u siebie, często zresztą włączając ich do swego Olimpu, pozwalając na budowę ich świątyń, czasem tylko opodatkowując ich wyznawców. W społecznościach politeistycznych tolerancja była wpisana w podstawę społeczeństwa, choć nieraz dochodziło do rozmaitych konfliktów. W Egipcie wyznawcy, którzy na pierwszym miejscu rankingowej listy bogów stawiali na przykład Amona, nie odmawiali boskości na przykład Re (czasem ich łączyli w bóstwo mające cechy i sprawczość obu, jako Amon-Re), nie wadzili się z tymi, którzy czcili przede wszystkim Re, nie akceptowali tylko tego, by kapłani Re ściągali od nich daniny, które zamierzali oddać swojemu Amonowi.

Oczywiście, to wszystko się skończyło, gdy edyktem rzymskiego cesarza Konstantyna chrześcijaństwo stało się religią panującą. Panującą – w tym znaczeniu nie oznaczało najważniejszą i najwyższą wśród innych, tylko jedyną. Choć chrześcijaństwo było wówczas wśród religii oseskiem – miało ledwie trzy wieki, podczas gdy inne przejawy kultu liczyły sobie nieraz tysiące lat – uznane zostało za jedyną religię prawdziwą, która nie walczyła o dominację, tylko o wyłączność. Z punktu widzenia mającego się już wkrótce rozpaść imperium rzymskiego miało to być elementem scalającym i umacniającym władzę cesarską. Jak wiemy, ani władzy tej nie umocniło, ani nie scaliło – cesarstwo rozpadło się na dwie części, a religia chrześcijańska się podzieliła. A w łonie chrześcijaństwa, tak wschodniego jak i zachodniego natychmiast pojawiły się odstępstwa, herezje, księgi kanoniczne i fałszywe, a o ważności takich a nie innych opowieści i rytuałów decydowali ludzie, a nie bogowie. Zaraz: bogowie, czy Bóg? Czy chrześcijaństwo na pewno jest religią monoteistyczną? A kim są Święci? Takimi mniejszymi bogami, dla których można wyciągać od ludzi nie tylko uwielbienie, ale i pieniądze? Którym rocznie buduje się wiele tysięcy ołtarzy, maluje tysiące portretów, sprzedaje hektolitry krwi świętych i tony kościanych relikwii? To jest gigantyczna kasa, której bez kultu świętych by nie było – ktoś te kościoły, obrazy, rzeźby i modlitwy robi i monetyzuje swoje talenty i znajomości w sferach, nie koniecznie niebieskich. Ba, o ileż przyjemniej modliło się do kropelek mleka Matki Bożej Karmiącej niż do jakiejś idei robienia innym takiego dobrze jak i sobie (no, to niebezpiecznie uruchamia wyobraźnię…), u niejakiego Sanderusa można było kupić szczebel świętej drabiny, która śniła się Jakubowi, a do niedawna 1 stycznia chrześcijanie obchodzili nie Nowy Rok, a święto napletka obrzezanego Jezuska, czego zabronił dopiero Sobór Watykański Drugi..

Bez kultu świętych nie ma nie tylko wstawiennictwa na drodze do zbawienia, ale i sakrobiznesu, z którego żyją setki tysięcy ludzi. I w końcu, modlitwa do świętej Apolonii w przypadku bólu zębów jest na pewno tańsza niż wizyta u dentysty. I mniej boli, choć nie zawsze skutkuje… No ale święta Apolonia nigdy nie wyrwała nam zdrowego zęba, a dentystom to się zdarza…

Opowieści o Świętej Trójcy, która jest jednym bogiem, o boskości lub człowieczeństwu Jezusa, czy charakterze eucharystii były przez stulecia tłem nie tylko sprzeczek doktrynalnych, ale i krwawych bitew. Długo spierano się też o to, czy chrześcijaństwo w ogóle jest odrębną religią, czy po prostu jest jedną z sekt (no, dobrze: odłamów) judaizmu. I odwrotnie: czy ktoś, kto nie jest religijnym żydem (czyli nie jest obrzezany) może w ogóle być chrześcijaninem? Bo przecież – przywoływano zdanie Jezusa – twierdził on, że nie zamierza ani na jotę zmienić wiary ojców, wiary Księgi, czyli Starego Testamentu i nakazów Tory. Wszak w Ewangelii Mateusza (Mt 5,17) Jezus oświadcza, że nie przyszedł znieść Prawa (Tory) i Proroków, lecz je wypełnić, co miało oznaczać ciągłość jego nauki z tradycją żydowską. No, w sumie: i święty Józef, i Maria, i on sam byli prawowiernymi żydami…

Minęły lata i chrześcijaństwo stało się największą religią świata – obecnie różne jego odłamy liczą ponad 2,6 miliarda ludzi, z których najwięcej wyznaje katolicyzm: półtora miliarda. Ale ludzi na świecie jest ponad osiem miliardów… I większość z nich wyznaje którąś z tych paru tysięcy religii. Jeśli ktoś powie, że starsze o parę tysięcy lat wierzenia Greków kultywowane są zaledwie przez kilka tysięcy tzw. hellenistów – to będzie miał rację: ta religia w ortodoksyjnie prawosławnej dzisiejszej Grecji nie ma większego znaczenia. W Iranie do dziś wyznaje się zaratusztrianizm, czyli zoroastryzm, najstarszą religię monoteistyczną, która powstała blisko cztery tysiące lat temu i do której w islamskim przeważnie Iranie przyznaje się dziś ponad 120 tysięcy osób. I która – choć poza dawną Persją dziś mało znana – powinna być wnikliwie studiowana w seminariach duchownych, bo jest jedną z inspiracji do powstania chrześcijaństwa. Jej prorokiem był Zaratusztra, a bogiem, do którego Persowie się modlili – Ahura Mazda, istota o najlepszej myśli ze wszystkich.

Zasadą działania największych religii jest nakłanianie, najpierw perswazją, a gdy to nie pomoże – przemocą do porzucenia innych wierzeń i przyjęcia katolicyzmu, luteranizmu, prawosławia, islamu, judaizmu. Współczesną praktyką – jest uznawanie, że w danym kraju dana religia stanowi monolit społeczny i w imieniu większościowej grupy wyznawców jej kapłani uzurpują sobie prawo do wypowiadania się w kwestiach moralnych, społecznych, często też politycznych. Egzekwowanie prawa do rozdziału kościoła od państwa (przy pełnej tolerancji do wyznawania dowolnej wiary i uprawiania dowolnego kultu, nawet bzdurnego z punktu widzenia dominującej religii) – jest nazywane prześladowaniem religijnym.

Przejawem deprecjacji innych niż dominująca religii jest trywializowanie i sekularyzacja jej rytuałów i reprezentantów, w tym bóstw. Doskonałe i aprobowane zdaje się przez niemal wszystkich chrześcijan jest zredukowanie święta Bożego Narodzenia do zabawy i rozrywki: choinki, Mikołaja z czerwononosym reniferem Rudolfem, prezentów, karpia i w ogóle jedzenia, kolęd opiewających nie narodzenie Bożego Syna, tylko padający śnieg, gwiazdkę na niebie (to po niej możemy rzucać się do łamania opłatka i wydłubywania ości z karpia) i spotkania rodzinne. Adoracja cichej stajenki, niekiedy pokrytej pomalowanymi na złoto gontami, sprowadzona została do zwiedzania scenografii kościelnej.

Ale czy katolicy zaakceptowaliby marketingową propozycję, by kupowali samochody marki Jezus? Bo samochody marki Mazda kupują… W latach międzywojennych na Śląsku istniała kompania przemysłowa „Jowisz, Saturn, Mars”. W miejscowości Pilzno działa spółka handlowa „Odyn”. Bóg Wotan patronuje m.in. zakładowi ubezpieczeń i przedsiębiorstwom budowlanemu i stolarskiemu. We Francji w latach 50. powstała firma produkująca ładowarki teleskopowe, wózki widłowe i magazynowe, która nazywa się „Manitou”. Firmy „Amon” produkują klimatyzatory oraz dodatki do żywności. Grupa „Tao” zajmuje się reklamą. Zaś „Maryja” patronuje przedsiębiorstwu radiowo-reklamowemu.

Zarówno religia, jak i ateizm stały się towarem, jak prawie wszystko inne.

pinkwart foto

Maciej Pinkwart

8 stycznia 2026

 

Tagi:

kalendarz-btn

ŚRODA 14 stycznia 2026
  • Feliksa, Hilarego, Niny
  • 1958
    Założono Robotniczą Spółdzielnię Mieszkaniową Ursus.
  • 1982
    Ukazał się dziennik rządowy Rzeczpospolita (inni wydawcy tytułu: 1920 -1932 Stronnictwo Chrześcijańsko-Narodowe; 1944 - 1950 PKWN; od 1991 Presspublica).

byli-z-nami

Copyright © 2004-2013 Stowarzyszenie Dziennikarzy RP Oddział Warszawski