SATYRYKON LEGNICA 2025 rys. Valerii Momot - xxx
101 słów na piątek
Pierwszy krok

To dopiero pierwszy krok. Pierwszy, ale być może najważniejszy. Minister Sienkiewicz, pomijając niekonstytucyjną ustawę o mediach narodowych, skorzystał ze swoich prerogatyw właścicielskich na podstawie prawa handlowego i odwołał dotychczasowe władze mediów publicznych, powołując nowe rady nadzorcze, a te niezwłocznie powołały nowe władze tych mediów. W ten sposób dokonało się odcięcie mediów publicznych (ostatnio tylko z nawy) spod kurateli partyjnej PIS. Marudzenie niektórych polityków, m.in. byłego premiera Millera, że trzeba było iść inną drogą i najpierw zrobić porządki w radzie mediów narodowych, a potem za ich pośrednictwem dokonać wspomnianych zmian to zdumiewająca podpowiedź, aby zatrute drzewo (niekonstytucyjny organ) uznać za źródło prawa.
(Tomasz Miłkowski)
Nieuchronność bezkarności

Każdy, kto choć troszeczkę orientuje się w mechanizmie wymiaru sprawiedliwości, wie, że najistotniejszym składnikiem ładu prawnego jest nieuchronność kary dla wszystkich, którzy naruszają obowiązujące normy.
Tymczasem ostatnie laty dowiodły, że zamiast nieuchronności kary zapanowała zasada nieuchronnej bezkarności. Zasada ta osłaniała nie tylko sprawujących władzę, ale osoby, które władza tą bezkarnością obdarzyła. Rozzuchwaliło to wielu chuliganów politycznych, a już w szczególności posła Brauna, którego coraz bardziej drastyczne wybryki pozostawały pod ochroną niewidzialnej ręki bezkarności. Po pokazie antysemityzmu i politycznej tępoty, jaki dał ostatnio w Sejmie i to w dniu tak doniosłym jak formowanie nowego rządu, oniemiała nie tylko Polska, ale cały świat.
(Tomasz Miłkowski)
Podział łupów?

Dość rachityczna dyskusja o przyszłości mediów publicznych zaczyna przypominać kombinowanie o podziale łupów. Taką sugestię podrzucił ni stąd, ni zowąd Jacek Żakowski, przywołując rozwiązanie włoskie, czyli podział mediów wedle upodobań politycznych odbiorców. Wprawdzie nie opowiedział się wyraźnie za tym rozwiązaniem, ale i tak dostało mu się za takie pomysły, ile wlezie. Cóż, nie było to zbyt mądre, jeśli pamiętać, że leży na stole gotowy od lat wzorzec – rzecz jasna, chodzi o BBC. Wprawdzie nie do skopiowania natychmiast, ale do rozsądnego przystosowania. Niepotrzebne żadne wygibasy, dość sięgnąć po sprawdzony model. Choć pewnie doraźnie trzeba będzie zastopować nadal lejący się hejt z Woronicza.
(Tomasz Miłkowski)
Sejm jak thriller

Prawdziwy zachwyt wzbudza oglądalność transmisji obrad Sejmu, które – co tu kryć – nie cieszyły się nadmierną popularnością przez ostatnie lata. Obywatelskie przebudzenie 15 października ma więc ciąg dalszy. Część wyborców wytrwale śledzi sejmowe potyczki niczym serialowy thriller, obserwując z podziwem, w jaki sposób nowi posłowie opozycji demokratycznej zabierają się do robienia porządku. Nie jest to łatwe, wymaga doprawdy świętej cierpliwości i trzymania nerwów na wodzy, ale wyniki już są. Nadzieje oponentów zwycięskiej koalicji, że tylko patrzeć, a rozpadnie się z hukiem, najwyraźniej bledną, impet zaś, z jakim koalicja przystąpila do zaprowadzania demokratycznego ładu, budzi nadzieje. Zwłaszcza że wyborcy trzymają rękę na pulsie.
(Tomasz Miłkowski)
Etos

Tym razem słowa do własnego ogródka – czas sposobny jest do refleksji nad odbudową dziennikarskiego etosu. Nie tylko w telewizji i radiu publicznym. W Oddziale Warszawskim SDRP szykujemy się do tzw. zebrania połówkowego, czyli zgromadzenia w połowie kadencji, aby zastanowić się nad tym, co się udało, a co nie, a także raz jeszcze postawić pytania fundamentalne. Jak ma wyglądać samoregulacja mediów? Jak zadbać o przestrzeganie wysokich standardów zawodowych? Jak harmonijnie łączyć potrzeby młodych i seniorów? O tym wszystkim rozmawiać będziemy już 4 grudnia, składając sobie przy okazji świąteczne i noworoczne życzenia, bo zanim się zorientujemy stanie przed nami nowy 2024 rok. Zapraszam.
(Tomasz Miłkowski)
Nowy początek

Nie wygląda to zbyt zachęcająco. Owszem, wyniki wyborów, nowy Marszałek, jego zadziwiająca niektórych sprawność i rzetelność budzą nadzieję, że zacznie się zmieniać nie tylko język polityki, ale także obyczaje. Nie będzie to proces błyskawiczny ani jednorazowy. Wiadomo, że o demokrację trzeba dbać, dobre rozwiązania pielęgnować. Inaczej wyradzają się w swoje przeciwieństwo. Dobrze o tym wie Olgierd Łukaszewicz, który z uporem prowadzi coraz bardziej skuteczną batalię o uświadomienie wagi naszej przynależności do Unii Europejskiej. Stworzona przez niego fundacja i niepoliczone akcje, wędrówki po Mazowszu pokazują, którędy wiedzie droga do utrwalania przekonań. Przykład Wielkiej Brytanii jest ostrzeżeniem przed lekkim traktowaniem tzw. edukacji politycznej.
(Tomasz Miłkowski)
Dziady-składak

Teatr TVP dał Mickiewiczowskie Dziady (częściowo) na żywo, transmitowane z Wilna. Był to wybór kilku scen: Balu u senatora zarejestrowanego na Uniwersytecie, Wielkiej Improwizacji (na żywo) z celi Konrada koło Ostrej Bramy, i obrzędowej II części u stóp góry krzyży cmentarza Szawelskiego. Mimo klimatycznych miejsc i doborowej obsady Bal u senatora w reżyserii Magdaleny Wippich okazał się martwy, a Improwizacja – drewniana. Jakubowi Kordasowi, który już kiedyś grał Gustawa-Konrada, nie pomógł reżyser Jarosław Gajewski, skracając tekst niemiłosiernie, aż do utraty sensu. Jedynie Jarosław Kilian, znawca kultury ludowej, sprostał wyzwaniu i pokazał, czym mogłoby być to widowisko, gdyby nie klecono go na chybcika.
(Tomasz Miłkowski)
Kto za tym stoi?

Tym razem nie sławna kuratorka oświaty z Krakowa, ale mniej zauważana do tej pory kuratorka z Pomorza postanowiła na koniec sprawowania urzędu zaznaczyć swoją obecność. Po Tęczowym Piątku organizowanym w szkołach z myślą o tworzeniu atmosfery tolerancji wysłała napastliwe pismo, w którym domaga się wyjaśnień od dyrektorów, kto mianowicie za tym podejrzanym Piątkiem stoi.
W intencjach organizatorów był to pilot edukacji antydyskryminacyjnej, ale najwyraźniej inaczej odczytała ich intencje pani kurator. Pytanie „Kto za tym stoi?” należy wprawdzie do minionej epoki, ale nie wszyscy się z niej przebudzili. Najprościej byłoby odpowiedzieć na to niepokojące pytanie tak: Zdrowy rozsądek, którego wciąż za mało.
(Tomasz Miłkowski)
Wiemy, ale nie powiemy

Nieco zamieszania powstało z powodu nagłego zdjęcia z anteny Polsatu kolejnych programów Kabaretu Moralnego Niepokoju. To ciekawe, dlaczego tak się stało, ale jeszcze ciekawsza jest metoda uprawiana od dawna przez rozmaite portale i media społecznościowe, które dbając o odpowiednią „klikalność”, przytrzymują uwagę czytelników łudzącymi zapowiedziami. W sprawie rzeczonego kabaretu na przykład zapowiadano triumfalnie, że „wiemy dlaczego kabaret zniknął, Edward Miszczak komentuje” itp. Po czym następowało sążniste przypomnienie wspomnianego konfliktu z kabaretem, a na sam koniec autor informacji przytaczał wypowiedź (?) szefa programowego stacji, który oświadczył jedynie: „Nie mogę nic mówić”. Typowe kręcenie bata z piasku, czyli jawne nabieranie gości w butelkę.
(Tomasz Miłkowski)
I już po

Gorączka wyborcza opadła. Nie u wszystkich jednak, bo albo szukają dziury w całym, albo nastają, aby przyspieszyć, albo denerwują się, że nowy rząd nie tylko nie rządzi, ale jeszcze nawet nie powstał. Tymczasem nic nie jest opóźnione, a pracy do wykonania dość, toteż czy oficjalna inauguracja powyborczego rządu nastąpi miesiąc wcześniej, czy później nie ma tak wielkiego znaczenia, jak uzbrojenie się w cierpliwość. Jeśli ktoś wyobrażał sobie, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystkie kłopoty znikną wraz z ogłoszeniem wyników wyborów, okazał nieroztropność. Tymczasem delektujmy się radosnym osiągnięciem: 74 procent rodaków przy urnach wyborczych to naprawdę jest powód do wielkiego świętowania.
Tomasz Miłkowski






