SATYRYKON LEGNICA 2025 rys. Valerii Momot - xxx
101 słów na piątek
Z wrzaskiem na suwerena

„Piękno istnieje wszędzie tam, gdzie potrafimy je rozpoznać” – pisał Italo Calvino. Podobnie jest z brzydotą. Pokaz brzydoty rozpoznawalnej od pierwszego wrzasku dał wiceminister Janusz Kowalski, wcześniej znany z dokładania własnemu premierowi. Teraz pokazał się jako pogromca suwerena. Zamiast dialogu z rozmówcą zaproponował wrzask, poniżanie, pomówienia, lekceważenie, wyniosłość. Jego ofiarą padł szef Agrounii Michał Kołodziejczak, z gadaniem też nie od macochy. Czyżby to miał być nowy sposób na niesforny lud, który nie dość, że ma własne zdanie, to jeszcze je wyraża i domaga się od władzy reakcji na „niesłuszne” uwagi? Kowalski tego nie zniósł i wywrzeszczał oburzenie. Wzbudził raczej śmiech niż grozę.
(Tomasz Miłkowski)
Eliminatka

„Raz, dwa, trzy – wypadasz ty!” – po ten znany motyw dziecięcej wyliczanki, od lat obecny w zabawach podwórkowych, sięgnął szef partii rządzącej. Nie po to jednak, aby włączyć się do zabawy, ale żeby z zabawy wyłączyć, ściślej wykluczyć swego politycznego konkurenta, czyli szefa największej partii opozycyjnej. Nie zawahał się nazwać go „wrogiem” narodu i zachęcił, aby opuścił Polskę i wyjechał na Białoruś, ale – jak dodał ze swym figlarnym rechotliwym komentarzem – „on woli Niemcy”. Te kilka słów powtórzonych parę razy, aby „pamiętać o tym ryżym”, przyjętych z aplauzem przez słuchaczy, zachęca, aby do woli używać słów przemocowych, niegodziwych. A to dopiero początek.
(Tomasz Miłkowski)
Obławak,

Reporterzy TVN pokazali mrożące w żyłach sceny obławy na kobietę, która zażyła środki poronne. Krakowscy policjanci asystowali jej w gabinecie ginekologicznym, zmuszali do poniżających zachowań, nielegalnie skonfiskowali laptop, traktowali jak podejrzaną, mimo że polskie prawo nie penalizuje usunięcia ciąży przez ciężarną. Reportaż ujawnił – o czym coraz częściej słyszy się i mówi – mechanizm opresyjnego państwa prześladującego kobiety, stojącego na straży drakońskich przepisów podyktowanych przez fanatyków spod znaku Ordo Iuris, Konfederacji i bojowników tzw. życia poczętego, którym patronuje Kościół katolicki i PIS. Pora temu położyć kres, jeśli nie chcemy żyć w państwie rządzonym i urządzanym przez zadowolonych z siebie prześladowców, łamiących prawa człowieka.
(Tomasz Miłkowski)
Referendum, czyli kasa

Trudno było zrozumieć zamiar rozpisania referendum w sprawie tzw. przymusowej relokacji uchodźców, który z impetem zapowiedział Wice(?)premier, a pozostali notable partii panującej podchwycili w lot i otrąbili. Wygląda na to, że rządzący parli i prą do tego referendum wbrew logice i realnym potrzebom, skoro nawet długo nie potrafili wyjaśnić, o zadanie jakiego pytania im chodzi. A potem uzasadnić, po co w takiej sprawie pytać suwerena, skoro tak naprawdę sprawy nie ma. Atoli sprawa jest i nie o głosowanie tak naprawdę chodzi, ale o kasę. Połączenie referendum z wyborami do Sejmu otwiera możliwość niekontrolowanego rozdęcia funduszy wyborczych. I tu jest pies pogrzebany.
(Tomasz Miłkowski)
Obsesja

Wprawdzie marszałek samorządu małopolskiego nigdy nie odstąpił od wszczęcia postępowania przeciwko dyrektorowi Teatru Słowackiego, to nic się szczególnego nie wydarzało. Ot, kolejny dzień bezprawnej procedury, która może trwać wedle przepisów prawa 30 dni, a w szczególnych wypadkach 60. Tymczasem minęło ponad 500 dni od decyzji marszałka, opartej o zarzuty niepotwierdzone przez Izbę Obrachunkową. Bo nie chodziło o nieprawidłowości finansowe, ale o „nieprawomyślne” Dziady i o niechęć do nieusłuchanego dyrektora. Teraz marszałek zamierza rozpisać konkursu na stanowisko dyrektora Słowaka, mimo że kontrakt Krzysztofa Głuchowskiego kończy się za rok. Jak nie kijem go, to pałką. To kolejny przejaw obsesji, która rządzi decyzjami marszałka.
(Tomasz Miłkowski)
Ani jednej więcej?

Przez Polskę przetacza się fala protestów i oburzenia wywołanych śmiercią kolejnej kobiety, która nie znalazła wsparcia ze strony szpitala stojącego na straży drakońskiego prawa antyaborcyjnego i klauzuli sumienia, która powinna nosić nazwę klauzuli śmierci. Dopóki polskie prawo dopuszczać będzie stosowanie w opiece medycznej tego rodzaju nieludzkiego wykrętu od odpowiedzialności, dopóty sytuacja kobiet narażonych na cierpienia, a nawet śmierć nie ulegnie poprawie. Nawet dzisiaj, przy obowiązującej złej ustawie, która sprowadza możliwość legalnej aborcji niemal do zera, nie zostały zawieszone podstawowe zasady etyki lekarskiej i obowiązek niesienia pomocy w zagrożeniu życia. Nie pomogą tu żadne usprawiedliwienia ani zasłanianie się obawą przed ewentualnymi restrykcjami.
(Tomasz Miłkowski)
Pod wezwaniem Ibisa

Ledwo można odetchnąć pod lawiną komentarzy po marszu 4 czerwca. Łacno pod nią zgubić sens i radość tego fenomenu, nie będę więc dokładał jeszcze jednej cegiełki do nadmiaru słodyczy. Zwłaszcza że chcę zwrócić uwagę na skromny i po raz pierwszy przeprowadzony konkurs dla młodych dziennikarzy Warszawy i Mazowsza o Nagrodę im. Andrzeja Ibisa Wróblewskiego.
Osoba patrona, dziennikarza ceniącego piękno i wagę słowa to znak zaproszenia do uprawiania dziennikarstwa odpowiedzialnego i w dobrym guście. Zarząd Oddziału Warszawskiego SDRP, inicjator konkursu, i kapituła nagrody spotkają się z laureatami już w najbliższą środę. Kto wie, może to będzie początek wspólnej drogi pod wezwaniem Ibisa.
(Tomasz Miłkowski)
Granice

Wydawałoby się, że złożenie przez Pierwszego Obywatela podpisu pod ustawą rosyjską łamiącą siedemnastokrotnie Konstytucję Rzeczypospolitej to już wyśrubowany rekord przekroczenia granicy politycznej przyzwoitości, jaki sobie można wyobrazić. A jednak okazało się, że wcale tak nie jest. Jakiś natchniony propagandysta postanowił wciągnąć do bieżącej walki politycznej ofiary Zagłady. Było niepisaną umową, że Holocaust pozostaje poza granicami politycznego sporu, a tu tymczasem ktoś, podważając sens zbliżającego się marszu 4 czerwca w rocznicę pamiętnych wyborów z roku 1989, nadaje mu znak równości z zagładą milionów Żydów i Polaków. Trudno wyobrazić sobie bardziej rażący eksces, za który jak do tej pory nikt nawet nie przeprosił.
(Tomasz Miłkowski)
Nie rzucone komisjom

Tego jeszcze nie było, ale widocznie musiało się wreszcie zdarzyć. Do ” obyczajów” urzędników państwowych należy już nieobecność na posiedzeniach Senatu, ignorowanie zaproszeń ze strony Marszałka. Ale teraz przyszedł czas na Sejm. W miniona środę na posiedzeniu połączonych komisji obrony narodowej i spraw służb specjalnych miał złożyć wyjaśnienia minister obrony w sprawie bezpieczeństwa kraju wobec przypadku z „wiadomą” rakietą, która przez kilka miesięcy leżała sobie pod Bydgoszczą aż wreszcie pewna pani na przejażdżce konnej jej nie znalazła. Ale minister na tajne zresztą, żeby nie było przecieków, posiedzenie rzeczonych komisji nie przybył pod pretekstem, że nie będzie uczestniczył w happeningu. Psucie państwa trwa.
(Tomasz Miłkowski)
Dialog, tylko dialog

Słowa: dialog, porozumienie, consensus obracają w ustach politycy wszystkich opcji aż do momentu, kiedy rzeczywiście przydałby się dialog. Najnowszy tego przykład daje konflikt wokół sukcesji na fotelu redaktora naczelnego „Dialogu”, zasłużonego miesięcznika, który dostał w prezencie od wydawcy redaktora-spadochroniarza. Zespół zaprotestował, wezwał do dialogu i poszanowania tradycji, ale zamiast rozmowy dowiedział się od kierownictwa Instytutu Literatury, który jest wydawcą „Dialogu” na zlecenie ministra kultury, że nie ma czegoś takiego jak „zespół redakcyjny”. Reprezentujące (nieistniejący) zespół redaktorki otrzymały zakaz publikowania oświadczeń bez zgody dyrekcji, nakaz posłuszeństwa wobec mianowanego redaktora, a na dokładkę ustne upomnienia. I taki to był dialog o „Dialogu”.
(Tomasz Miłkowski)






