SATYRYKON LEGNICA 2025 rys. Mateusz Oleszczak "Matrioszki"
Krzysztof Mokrzyszewski
1940-2026 -fotoreporter „Magazynu Kryminalnego 997” i „Gazety Policyjnej”
„Odszedł od nas fotoreporter Krzysztof Mokrzyszewski. Zjeździłem z nim całą Polskę (…) Przywoziliśmy fotoreportaże z promocji w Szczytnie, powodzi w woj. płockim i Wrocławiu, towarzyszyliśmy w obchodzie dzielnicowemu, dokumentowaliśmy wizje lokalne i śledcze oględziny miejsca zdarzenia, pierwsze godziny pobytu w areszcie Mariusza Trynkiewicza i innych zabójców.
Zabierałem Krzysia na treningi pięściarzy warszawskiej „Gwardii”, „Błękitnych Kielce”, zawody żużlowe „Polonii Bydgoszcz”, mecze piłki ręcznej „Wybrzeża Gdańsk”…
Był gotowy do pracy w dzień i w nocy, bez względu na pogodę i samopoczucie. Zawsze uśmiechnięty, pozytywnie nastawiony do życia…”
„Jego zdjęcia to historia końca MO i powstawania pierwszej ustawy o Policji. (…) To obrady grupy założycielskiej związków zawodowych Policji. To pierwsze afery bankowe; mam zdjęcia Krzyśka, kiedy w więzieniu na Rakowieckiej rozmawiałam z Grobelnym, kiedy Krzysiek dokumentował moje relacje z procesów sądowych (…)
Rozmawialiśmy przed świętami, był bardzo chory, chciał już odejść. Powiedział, że to ostatnia nasza rozmowa. I jak zawsze dotrzymał słowa. Pozostaniesz jednak z nami, byłeś super Kolegą.”
Zacytowałam fragmenty wspomnień o Krzysiu Mokrzyszewskim (ur. 3 maja 1940, zm. 17 marca 2026 w Warszawie) napisanych na gorąco, zaraz po Jego śmierci i zamieszczonych na FB przez naszych kolegów redakcyjnych: Jerzego Kirzyńskiego i Elżbietę Cierlicę. Pracowaliśmy razem w „Magazynie Kryminalnym 997” i „Gazecie Policyjnej”. Krzyś rozpoczął służbę (jak prawie wszyscy w redakcji czasopism policyjnych był funkcjonariuszem) w poprzedniczce tych gazet, tygodniku „W Służbie Narodu”, 1 czerwca 1972 r., krótko po ukończeniu Technikum Fotochemicznego. Publikował swoje zdjęcia w wielu innych czasopismach: „Granicy”, „Żołnierzu Polskim”, „Motorze”, „Nowej Wsi”, „Strażaku”…
Został przyjęty do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w październiku 1977 r., po podziale należał do SDRP, do końca rzetelnie płacił składki.
Krzyś dla mnie to przede wszystkim najwspanialszy i niezawodny kolega. To On zrobił pierwsze zdjęcia mojemu synowi. To On woził nas do Centrum Zdrowia Dziecka, kiedy jeszcze nie miałam prawa jazdy ani samochodu. Gdy zaczęłam samodzielnie jeździć, przez pewien czas siadał obok mnie w aucie, żebym czuła się pewniej…
Krzyś najbardziej ujął mnie swoim stosunkiem do zwierząt. Przygarniał bezpańskie psy i niechciane koty. Ostatniego, ledwo żywego, uratowała i podarowała mu córka Beata. Kiedy potem Krzyś przysłał mi zdjęcie tego czarnego diabełka, zwierzak wyglądał jak przygotowany na wystawę.
Jeśli istnieje lepszy świat, to życzę Ci Krzysiu, żebyś spotkał się w nim ze swoimi podopiecznymi.
H. Ś.
zdjęcie z archiwum rodzinnego Krzysztofa Mokrzyszewskiego







