SATYRYKON LEGNICA 2025 rys. Mateusz Oleszczak "Matrioszki"
101 słów na piątek
Układanki

To już nie przedwyborcze harce, ale prawdziwa walka. Kampania wyborcza ruszyła pełną parą, komitety wyborcze mają za sobą rejestracje, a nawet odsłonięcia list kandydatów. Jak zwykle przy takich okazjach pojawiło się sporo niespodzianek, ale i rozczarowań. Najwięcej amieszania wokół siebie czyni mecenas Roman Giertych, były poseł i niesławny minister oraz niedoszły senator (choć, kto to wie?). Ale tak naprawdę zaskakujący ruch wykonał Donald Tusk, otwierając ramiona Koalicji Obywatelskiej przed Agrounią Michała Kołodziejczaka. Jedni zacierają ręce z ukontentowania, drudzy zaciskają po cichu zęby, jeszcze inni ogłaszają proroctwa, studzące entuzjazm zachwyconych „Agronumerem”. Trochę cierpliwości, a będzie wiadomo, kto wyciągnął asa, a kto blotkę.
(Tomasz Miłkowski)
A Zenek ma pryszcze

Maluczko, a za pośrednictwem mediów społecznościowych dowiadywać się będziemy, na co słabuje sąsiad, jakie zażywa środki i dlaczego. Potem, kto wie, przyjdzie czas na odsłanianie kolejnych intymnych szczegółów. Dał nam przykład pan Niedzielski, jak to się załatwia. Wprawdzie nie każdy jest ministrem zdrowia i ma tzw. możliwości, ale dla chcącego nie ma nic trudnego, skoro tajne dane o pacjentach przelatują swobodnie przez sieć bez żadnej ochrony. Żarty żartami, ale skandal to niebywały, kiedy sama istota etosu zawodowego, tajemnica, do jakiej zobowiązali się medycy, aby chronić dane wrażliwe pacjenta i jego dokumentację medyczną, została zlekceważona, pogwałcona i wystawiona na publiczne pośmiewisko. Wstyd.
(Tomasz Miłkowski)
Z wrzaskiem na suwerena

„Piękno istnieje wszędzie tam, gdzie potrafimy je rozpoznać” – pisał Italo Calvino. Podobnie jest z brzydotą. Pokaz brzydoty rozpoznawalnej od pierwszego wrzasku dał wiceminister Janusz Kowalski, wcześniej znany z dokładania własnemu premierowi. Teraz pokazał się jako pogromca suwerena. Zamiast dialogu z rozmówcą zaproponował wrzask, poniżanie, pomówienia, lekceważenie, wyniosłość. Jego ofiarą padł szef Agrounii Michał Kołodziejczak, z gadaniem też nie od macochy. Czyżby to miał być nowy sposób na niesforny lud, który nie dość, że ma własne zdanie, to jeszcze je wyraża i domaga się od władzy reakcji na „niesłuszne” uwagi? Kowalski tego nie zniósł i wywrzeszczał oburzenie. Wzbudził raczej śmiech niż grozę.
(Tomasz Miłkowski)
Eliminatka

„Raz, dwa, trzy – wypadasz ty!” – po ten znany motyw dziecięcej wyliczanki, od lat obecny w zabawach podwórkowych, sięgnął szef partii rządzącej. Nie po to jednak, aby włączyć się do zabawy, ale żeby z zabawy wyłączyć, ściślej wykluczyć swego politycznego konkurenta, czyli szefa największej partii opozycyjnej. Nie zawahał się nazwać go „wrogiem” narodu i zachęcił, aby opuścił Polskę i wyjechał na Białoruś, ale – jak dodał ze swym figlarnym rechotliwym komentarzem – „on woli Niemcy”. Te kilka słów powtórzonych parę razy, aby „pamiętać o tym ryżym”, przyjętych z aplauzem przez słuchaczy, zachęca, aby do woli używać słów przemocowych, niegodziwych. A to dopiero początek.
(Tomasz Miłkowski)
Obławak,

Reporterzy TVN pokazali mrożące w żyłach sceny obławy na kobietę, która zażyła środki poronne. Krakowscy policjanci asystowali jej w gabinecie ginekologicznym, zmuszali do poniżających zachowań, nielegalnie skonfiskowali laptop, traktowali jak podejrzaną, mimo że polskie prawo nie penalizuje usunięcia ciąży przez ciężarną. Reportaż ujawnił – o czym coraz częściej słyszy się i mówi – mechanizm opresyjnego państwa prześladującego kobiety, stojącego na straży drakońskich przepisów podyktowanych przez fanatyków spod znaku Ordo Iuris, Konfederacji i bojowników tzw. życia poczętego, którym patronuje Kościół katolicki i PIS. Pora temu położyć kres, jeśli nie chcemy żyć w państwie rządzonym i urządzanym przez zadowolonych z siebie prześladowców, łamiących prawa człowieka.
(Tomasz Miłkowski)
Referendum, czyli kasa

Trudno było zrozumieć zamiar rozpisania referendum w sprawie tzw. przymusowej relokacji uchodźców, który z impetem zapowiedział Wice(?)premier, a pozostali notable partii panującej podchwycili w lot i otrąbili. Wygląda na to, że rządzący parli i prą do tego referendum wbrew logice i realnym potrzebom, skoro nawet długo nie potrafili wyjaśnić, o zadanie jakiego pytania im chodzi. A potem uzasadnić, po co w takiej sprawie pytać suwerena, skoro tak naprawdę sprawy nie ma. Atoli sprawa jest i nie o głosowanie tak naprawdę chodzi, ale o kasę. Połączenie referendum z wyborami do Sejmu otwiera możliwość niekontrolowanego rozdęcia funduszy wyborczych. I tu jest pies pogrzebany.
(Tomasz Miłkowski)
Obsesja

Wprawdzie marszałek samorządu małopolskiego nigdy nie odstąpił od wszczęcia postępowania przeciwko dyrektorowi Teatru Słowackiego, to nic się szczególnego nie wydarzało. Ot, kolejny dzień bezprawnej procedury, która może trwać wedle przepisów prawa 30 dni, a w szczególnych wypadkach 60. Tymczasem minęło ponad 500 dni od decyzji marszałka, opartej o zarzuty niepotwierdzone przez Izbę Obrachunkową. Bo nie chodziło o nieprawidłowości finansowe, ale o „nieprawomyślne” Dziady i o niechęć do nieusłuchanego dyrektora. Teraz marszałek zamierza rozpisać konkursu na stanowisko dyrektora Słowaka, mimo że kontrakt Krzysztofa Głuchowskiego kończy się za rok. Jak nie kijem go, to pałką. To kolejny przejaw obsesji, która rządzi decyzjami marszałka.
(Tomasz Miłkowski)
Ani jednej więcej?

Przez Polskę przetacza się fala protestów i oburzenia wywołanych śmiercią kolejnej kobiety, która nie znalazła wsparcia ze strony szpitala stojącego na straży drakońskiego prawa antyaborcyjnego i klauzuli sumienia, która powinna nosić nazwę klauzuli śmierci. Dopóki polskie prawo dopuszczać będzie stosowanie w opiece medycznej tego rodzaju nieludzkiego wykrętu od odpowiedzialności, dopóty sytuacja kobiet narażonych na cierpienia, a nawet śmierć nie ulegnie poprawie. Nawet dzisiaj, przy obowiązującej złej ustawie, która sprowadza możliwość legalnej aborcji niemal do zera, nie zostały zawieszone podstawowe zasady etyki lekarskiej i obowiązek niesienia pomocy w zagrożeniu życia. Nie pomogą tu żadne usprawiedliwienia ani zasłanianie się obawą przed ewentualnymi restrykcjami.
(Tomasz Miłkowski)
Pod wezwaniem Ibisa

Ledwo można odetchnąć pod lawiną komentarzy po marszu 4 czerwca. Łacno pod nią zgubić sens i radość tego fenomenu, nie będę więc dokładał jeszcze jednej cegiełki do nadmiaru słodyczy. Zwłaszcza że chcę zwrócić uwagę na skromny i po raz pierwszy przeprowadzony konkurs dla młodych dziennikarzy Warszawy i Mazowsza o Nagrodę im. Andrzeja Ibisa Wróblewskiego.
Osoba patrona, dziennikarza ceniącego piękno i wagę słowa to znak zaproszenia do uprawiania dziennikarstwa odpowiedzialnego i w dobrym guście. Zarząd Oddziału Warszawskiego SDRP, inicjator konkursu, i kapituła nagrody spotkają się z laureatami już w najbliższą środę. Kto wie, może to będzie początek wspólnej drogi pod wezwaniem Ibisa.
(Tomasz Miłkowski)
Granice

Wydawałoby się, że złożenie przez Pierwszego Obywatela podpisu pod ustawą rosyjską łamiącą siedemnastokrotnie Konstytucję Rzeczypospolitej to już wyśrubowany rekord przekroczenia granicy politycznej przyzwoitości, jaki sobie można wyobrazić. A jednak okazało się, że wcale tak nie jest. Jakiś natchniony propagandysta postanowił wciągnąć do bieżącej walki politycznej ofiary Zagłady. Było niepisaną umową, że Holocaust pozostaje poza granicami politycznego sporu, a tu tymczasem ktoś, podważając sens zbliżającego się marszu 4 czerwca w rocznicę pamiętnych wyborów z roku 1989, nadaje mu znak równości z zagładą milionów Żydów i Polaków. Trudno wyobrazić sobie bardziej rażący eksces, za który jak do tej pory nikt nawet nie przeprosił.
(Tomasz Miłkowski)






