SATYRYKON LEGNICA 2025 rys. Valerii Momot - xxx
101 słów na piątek
Trybunał ekspresowy

9 maja odbyło się najkrótsze posiedzenie Trybunału Konstytucyjnego w historii. Trwało zaledwie 37 sekund. Prezes Julia Przyłębska stwierdziła, że brakuje kworum do „pełnego składu”, który obecnie wynosi jedenaście osób – przybyło bowiem dziesięcioro sędziów, mimo że w pracy na miejscu znajdowało się piętnaścioro. Można powiedzieć, ze w zasadzie chodzi nie tyle o posiedzenie ile nie-posiedzenie, do którego w wyniku zbyt nikłej frekwencji nie doszło. Tymczasem rozgorzał spór o „pełny skład”, który obecnie partia rządząca proponuje określić jako posiedzenie z udziałem dziewięciorga sędziów, czyli tylu, ilu wymagano w obowiązującej wcześniej ustawie, przed zmianami po wyborach w roku 2015. Czyli: tam i z powrotem.
(Tomasz Miłkowski)
Strażnik dobrego imienia

Minister edukacji i nauki, a więc z urzędu niejako oświecony i oświeceniu służący, skądinąd profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zapowiedział solennie, że nie będzie dawał pieniędzy naukowcom, którzy obrażają Polaków. Tym samym mianował się na stanowisko Nadzorcy Dobrego Imienia Polaków i przyznał prawo do oceny, kto się kwalifikuje, a kto nie, do przejścia egzaminu prawomyślności z polskości. Przy okazji zasugerował, że daje „ze swojego”, jakby fundusze na finansowanie nauki szły z jego prywatnej kieszeni.
Bardzo to niebezpieczne oświadczenie, zapowiadające wzmocnienie ideologicznego nadzoru nad badaniami naukowymi, mające wywołać efekt mrożący wśród kadry naukowej, która zachowuje niezależność, głucha na apele ministra i jego przełożonych.
(Tomasz Miłkowski)
Dziennikarz, czyli cenzor

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zapowiedział wszczęcie procedury wyjaśniającej wobec stacji TVN i podjęcie stosownych sankcji w związku z opinią prof. Barbary Engelking, wypowiedzianą na antenie, że „Żydzi nieprawdopodobnie rozczarowali się do Polaków w czasie wojny”. Przewodniczący uznał, że „jeśli gość programu łże, to dziennikarz ma widzom powiedzieć, że jest to kłamstwo”, w jednym zdaniu mianując się nadzorcą prawdy i na jej egzekutora wyznaczając dziennikarza.
W ten sposób przewodniczący staje się bojownikiem nowej cenzury, która zadba o ukrócenie swobody wypowiedzi, choćby opartej na faktach, w imię jedności moralno-politycznej wspólnoty. A 3 maja, o paradoksie, świat obchodzi Międzynarodowy Dzień Wolności Prasy.
(Tomasz Miłkowski)
Zawiadomienie

Prekampania wyborcza nabiera rozpędu. Za dowód niech służy zawiadomienie, które właśnie złożył w prokuraturze przewodniczący podkomisji smoleńskiej, w sprawie podejrzenia o zamach na prezydenta Rzeczypospolitej i zamordowanie 95 osób. Rzecz można by potraktować jako niezbyt stosowny żart z podrzędnej rubryki satyrycznej, gdyby nie była śmiertelnie poważnym komunikatem, potwierdzonym na mityngach partii rządzącej. Ponieważ podkomisji nie udało się niczego ustalić, ożywienie sprawy, która gasła siłą własnego wypalenia, wymagało nowego impulsu. Przewodniczący taki impuls znalazł, zawiadamiając prokuraturę. Należy się spodziewać, że prokuratura podejmie niebawem stosowne kroki i gra rozpocznie się od początku. Nie chodzi przecież o to, aby złapać króliczka, ale gonić go.
(Tomasz Miłkowski)
Węzeł zbożowy

Nie trzeba mieć nadprzyrodzonych zdolności, aby przewidzieć następstwa własnych decyzji. Nawet ktoś nieobeznany z materią obrotu zbożem, wiedząc, jak nikłe są możliwości ekspedycji ukraińskiego zboża przez polskie porty, musiałby dokonać poważnego rachunku, aby zdecydować się na udział w słusznej co do zasady redystrybucji tego zboża, które w wyniku blokady portów a przede wszystkim agresji rosyjskiej utknęło w Ukrainie. Wszystko niby wiadomo, ale jak się okazało, wiedza wiosny nie czyni, Największy konflikt ostatnich tygodni, angażujący rolników, polityków i opinię ogniskuje się na skutkach braku umiejętności przewidywania skutków własnych decyzji. Czy ten węzeł zbożowy zostanie przecięty, zobaczymy. Na razie zastosowano widowiskowe cięcie kadrowe.
(Tomasz Miłkowski)
Kto kala?

Zawsze mieliśmy z tym kłopoty, skoro nawet Wyspiański w „Weselu” kazał Stańczykowi apelować: „ale świętości nie szargać”. Jedynie Norwid, nota bene ukochany obok Słowackiego poeta Karola Wojtyły, pytał w swojej słynnej fraszce: „Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala,/ Czy ten, co mówić o tem nie pozwala?”. Warto tę ptasią fraszkę Norwida postawić na stole obok jajek wielkanocnych, aby przegnać złe demony uruchamiane z okazji walki o dobre imię papieża Polaka, a tak naprawdę o słupki procentowe w sondażach poparcia partyjnego. Wyborcy, jak się okazało, w niedzielę „obrony”, czyli 2 kwietnia, okazali znacznie większą powściągliwość niż podnieceni szansami wyborczymi posłowie.
(Tomasz Miłkowski)
Na niewidzianego

Departament Stanu USA ogłosił doroczny raport o prawach człowieka. Polska nie wypadła w nim najlepiej, m.in. ze względu na przejęcie przez Orlen prasy regionalnej. Proszony o komentarz minister ds. europejskich powiedział, że nie zna raportu, ale w następnym zdaniu poddał go miażdżącej krytyce. To praktykowana przez polityków wygodna metoda krytyki „na niewidzianego”. Po pierwsze, można uchylić się od merytorycznego zajęcia stanowiska, skoro przedmiotu sprawy się nie zna. Po drugie, można wyrazić moralny sprzeciw wobec rzeczywistych lub domniemanych przeciwników. Metodę tę sprawdziła wcześniej krakowska kurator oświaty, która wprawdzie „Dziadów” Mai Kleczewskiej nie widziała, ale potępiła i zaleciła szkołom omijać je szerokim łukiem.
(Tomasz Miłkowski)
Wyrok zawstydzający

Szerokim echem w mediach światowych odbił się wyrok sądu Okręgowego Warszawa-Praga Południe, skazujący aktywistkę Aborcyjnego Dream Teamu Justynę Wydrzyńską za pomoc w usunięciu ciąży powstałej w relacji przemocowej. Eksperci od wymiaru sprawiedliwości twierdzą, że sędzia mimo obowiązującego drakońskiego prawa mogła pozew oddalić z powodu niekonstytucyjności przepisu. Wybrała wyrok skazujący – 30 godzin prac społecznych przez 8 miesięcy – mający zapewne wywrzeć efekt mrożący na wszystkich, którzy spieszą z pomocą kobietom znajdującym się w podobnej sytuacji. Doprawdy wstyd, a jeszcze większy, kiedy wyszło na jaw, że pani sędzia została tuż przed wydaniem wyroku nagrodzona przez ministra sprawiedliwości delegacją do orzekania w Sądzie Apelacyjnym.
(Tomasz Miłkowski)
Pozbyć się kłopotu?

Sejm odrzucił w pierwszym czytaniu projekt zmian ustawowych, prowadzących do likwidacji abonamentu radiowo-telewizyjnego i TVP Info. Pomysły to z piekła rodem, najwyraźniej zastępcze, mające zamaskować brak koncepcji naprawy mediów publicznych w środowisku ojców tego niedonoszonego pomysłu i pozorowania działań prowadzących w istocie do upośledzenia informacyjnego obywateli. Trudno zrozumieć, kiedy ludzie – wydawałoby się – rozsądni lansują tak nierozsądne rozwiązania, jakby nie wiedzieli o istnieniu modelu BBC albo o innych rozwiązaniach, które mogłyby skutecznie zapewnić stabilną egzystencję mediów publicznych. Tym bardziej to zdumiewające w czasach, kiedy na stole w Radzie Europejskiej leży Europejski Akt o Wolności Mediów (EMFA). Kłopot z wozu koniom lżej?
(Tomasz Miłkowski)
Swąd kampanii

Już go czuć, choć do formalnego otwarcia kampanii wyborczej jeszcze parę miesięcy. Rośnie temperatura sporów, donosów, oszczerstw. Strach pomyśleć, co nas wkrótce czeka. W minionym tygodniu opinię wzburzył współudział dziennikarza szczecińskiego radia w doprowadzeniu do śmierci samobójczej syna posłanki PO. Nie pierwszy raz dziennikarz zamaskowany wolą ujawniania prawdy, choćby bolesnej, staje się sprawcą nieszczęścia. Nie pomagają ani kodeksy etyczne, ani przyjmowane formalnie reguły redakcyjne, kiedy doraźna potrzeba politycznego odwetu wyrasta ponad wszelkie normy. Nie ma innego sposobu od przyzwoitości – to jedyna tarcza, która może ochronić przed łamaniem zasady pierwszej, tak dobrze znanej znanej lekarzom do czasów Hipokratesa. Po pierwsze, nie szkodzić.
(Tomasz Miłkowski)






