SATYRYKON LEGNICA 2025 rys.Mihatov-Mojmir-xxx
101 słów na piątek
Megamania

Czy Polsce potrzebny jest prezydent wybierany w powszechnych wyborach? Zważywszy na skromne prerogatywy, byłoby dość, gdyby na ten urząd powoływany był przez Zgromadzenie Narodowe. Zapewne względy godnościowe zaważyły na decyzji ojców konstytucji o wyborze prezydenta w głosowaniu powszechnym. Daje to jednak mylący efekt: zarówno wybrany jak i wybierający mogą żywić przekonanie, że to rzeczywiście urząd nad wyraz silny, zwłaszcza że określany jako „pierwsza osoba w państwie”. Nie byłoby w tym nic budzącego niepokój, gdyby nie to, że prezydent niekoniecznie bywa gołębiem współpracy i zechce walczyć o coraz większe wpływy. I nikt nie może mu w tym przeszkodzić. Chyba że czwarta władza.
(Tomasz Miłkowski)
Rozdwojony język

Od lat trwają w Polsce spory o związki partnerskie, choć teraz ma się ku ugodzie. Tymczasem TSUE wydal wyrok przyznając rację dwóm Polakom, którzy zawarli związek małżeński w Berlinie, że powinien być oficjalnie w Polsce zarejestrowany, czyli że Urząd Stanu Cywilnego musi dokonać tzw. transkrypcji.
W zasadzie to spór kończy, choć prawica zadrżała z oburzenia, a premier powiedział, że szanujemy wyroki TSUE, ale nikt nam prawa narzucać nie będzie. Zachował się niczym Cieciszowski z „Trans-Atlantyku” Witolda Gombrowicza, który pytany, czy iść do ambasady, odpowiada: „idźże zaraz do Poselstwa albo nie idź”. Szkoda, że politycy tak mało czytają. Albo czytają bez zrozumienia..
(Tomasz Miłkowski)
Pytania, pytania

Za nami XI Zjazd SDRP. Postawił na porządku dnia pytania. O przyszłość prawa prasowego. O media publiczne. O etykę. O demokrację medialną. O prasę, która zacieśnia krąg odbiorców.
Wiemy, że to czas wielkiej zmiany rynku medialnego, że wciąż rodzą się nowe wyzwania i nowe pytania. Budzą niepokój, ale i wiarę, że nie brakuje ludzi gotowych bezinteresownie zabiegać o poziom dziennikarstwa i pytać o jego społeczny sens.
To jest najważniejsze. Przynajmniej dla tych, którzy do tego zawodu przyszli nie po karierę i łatwy zarobek (a mogliby się srodze zawieść). Skoro tak jest, to nie warto tracić nadziei. Po to był ten zjazd.
(Tomasz Miłkowski)
Jak w przedszkolu

W przedszkolu zawiązały się dwie frakcje. Jasiu przewodził frakcji antymiętuskowców, zwalczających obyczaj ssania miętówek tudzież gum balonowym o powyższym smaku. Broniu, przeciwnie, zagrzewał do zażywania miętusków i wszelkich gum pochodnych. Z czasem szala popularności przechyliła się na jego stronę. Zaniepokojony Jasiu utratą poparcia przemógł się w sobie i chociaż bez entuzjazmu i przyjemności jął miętuski demonstracyjnie zażywać, licząc że wrócą do niego odszczepieńcy, a może też dołączą zwolennicy Bronia. I co? Zwolennicy Jasia się na niego obrazili, a Broniu rósł w siłę i miał się dostatniej.
Podobnie jak Jasiu kombinowali liberałowie na Zachodzie. A teraz nad Wisłą, nie bacząc na skutki.
(Tomasz Miłkowski)
Jednoczy czy dzieli?

Jednoczy czy dzieli?
Nadchodzące właśnie Święto Niepodległości podsuwa pytanie: czy to święto jednoczy, czy dzieli. Zwolennicy wspólnotowego myślenia tęsknią za czasami, kiedy święto jednoczyło. Prawdopodobnie marzą albo idealizują przeszłość. Otóż nigdy, nawet w obliczu ostatecznych zagrożeń nie można spodziewać się zgodności opinii i działania w jednym kierunku.
Co więcej, taka wspólnotowa zgodność bywa myląca, a nawet niebezpieczna, o czym dobrze wiedział Henrik Ibsen, autor dramatów, w których podawał w wątpliwość błogosławioną rolę „zwartej większości”, zawsze mającej rację. Może więc lepiej zamiast nawoływać do jedności mówić o umiarkowaniu i próbach zawieszenia głębokich waśni. Przynajmniej w chwilach, które ojcowie założyciele demokracji uznawali za warte radosnego świętowania.
(Tomasz Miłkowski)
Działka

Ekspresowa sprzedaż działki dość ponętnie położonej z punktu widzenia planów budowy CPK, pod sam koniec rządów PIS, wywołała zrozumiały niesmak. Nawet twardego rdzenia PIS – słychać glosy o wątpliwym podarunku dla partii mozolnie odbudowującej swoje przywództwo. Tu wzniosłe hasła, a tu (nie)małe interesy. Czy ten moralny sprzeciw wobec jawnego lekceważenia obowiązków (najłagodniej mówiąc) utrzyma się dłużej? Śmiem wątpić. Po szoku zapewne wróci tzw. narracja umniejszania sprawy. Już próbował tej sztuczki b. minister rolnictwa w telewizji Republika, na razie zganiony przez redaktora. Ale jak zmieni się przekaz dnia, kto wie, może dowiemy się, że wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ten Tusk.
(Tomasz Miłkowski)
Przestroga

„Wiśniowy sad” w reżyserii Pawła Łysaka z Teatru Powszechnego, pokazany w Rzeszowie podczas Festiwalu Arcydzieł, publiczność przyjęła powściągliwie. Spektakl przestroga przed nadciągającą katastrofą nie wzbudził wielkich emocji. Dopiero kiedy podczas rozmowy po spektaklu zabrał głos ukraiński aktor Artem Manuilov, grający starego sługę Firsa (a występuje w wojskowym moro), wywołał dreszcz.
Manuilov wspominał, że przed wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie ani on, ani nikt z jego przyjaciół w Charkowie nie spodziewał się takiej agresji Rosji. Wszyscy na pytanie o wojnę machali ręką i mówili, że jej nie będzie. A przecież nadciągała. Pewnie zawsze tak jest. Człowiek stara się szukać pociechy, zaprzeczając faktom.
(Tomasz Miłkowski)
Połówkowa smuta

Z okazji dwulecia koalicji 15 października, czyli bawełnianego wesela, zapanowała smuta. Pół kadencji za nami, a tu nic nie wychodzi, jęczą po kolei koalicjanci, a jeszcze bardziej opozycja. Ludność wyborcza też rozczarowana, że tak to wszystko powoli, a nie raz-dwa-trzy.
Jak powiedział Włodzimierz Czarzasty: jedni rwą się do krytyki, drudzy do roboty. Wiadomo, że tych drugich zawsze było mniej. Pewnie to dotyczy także NGO-sów, czyli między innymi stowarzyszeń dziennikarskich. A dziennikarze też biorą udział w narodowej smucie, biadoląc, jak się tu albo gdzie indziej nie udaje. Od tego są, by patrzeć władzy na ręce. Gorzej, kiedy władza wchodzi w buty dziennikarzy.
(Tomasz Miłkowski)
Czekając na media publiczne

Jacek Żakowski mówi w „Przeglądzie” – w rozmowie z Robertem Walenciakiem, że w Polsce nadal nie ma mediów publicznych. Że za PIS-u były media partyjne, a teraz są media rządowe. Niby trochę lepiej, jednak nie tak miało być. Żakowski mówi to nie po raz pierwszy, ale jakby grochem o ścianę. Zresztą wszystkie próby zreformowania mediów przypominają zasadę „Lamparta”: zmienić trzeba wszystko, żeby zostało po staremu.
Czyli byle jak?
Łatwo zwątpić w szansę efektywnej (nie efektownej) zmiany w mediach publicznych, choć jest światełko w tunelu. Nie sposób nie zauważyć, że TVP wzięła się za misję kulturową i święci prawdziwy triumf na polu telewizyjnego teatru, co by świadczyło, że jednak coś może się udać,
(Tomasz Miłkowski)
Laureat w pracy

24 września, w rocznicę urodzin Patrona rozdano nagrody Samorządu Województwa Mazowieckiego jego imienia. Przyznawane są one artystom w czterech kategoriach: literatura, plastyka, muzyka i teatr, a od roku 2012 także w kategorii „Dzieło życia”.
W tym roku laury poszły w ręce Justyny Sobolewskiej za książkę „Jadwiga. Opowieść o Stańczakowej”, Małgorzaty Sarbak, wirtuozki klawesynu, Józefa Wilkonia, ilustratora, malarza i scenografa, Agnieszki Przepiórskiej, aktorki, za monodram „Ocalone”. Wszyscy nominowani i nagrodzeni dopisali i byli obecni na gali w Teatrze Polskim w Warszawie. Zabrakło jednak laureata w kategorii „Dzieło życia” – Jana Englerta. Był w pracy, w Teatrze Polonia grał w spektaklu – nomen omen – „Żar”.
(Tomasz Miłkowski)






