SATYRYKON LEGNICA 2025 rys. Mateusz Oleszczak "Matrioszki"
Jutro (wtorek 28 bm.) Biuro OW SDRP będzie nieczynne!

W pozostałe dni – pracuje zgodnie z dotychczasowym grafikiem. Za ew. utrudnienia bardzo przepraszamy.
Bądźcie odważni, kochajcie ludzi!

Wywiad z redaktorem Andrzejem Rogińskim – członkiem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej, przewodniczącym Sądu Dziennikarskiego Oddziału Warszawskiego SDRP, członkiem Zespołu ds. Mediów Publicznych, sekretarzem Zarządu Warszawskiego Towarzystwa Prasy Lokalnej, wieloletnim dziennikarzem i wydawcą, działaczem społecznym i samorządowym oraz pionierem prasy lokalnej w Polsce po 1989 roku. Rozmowa dotyczy historii, kondycji i przyszłości prasy lokalnej.
Psuje

Autorytety prawnicze, byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego powiadają, że wczorajsze złożenie ślubowania przez sędziów TK wobec Prezydenta, przy jego fizycznej nieobecności (z jego własnego wyboru), to wydarzenie, o którym będzie się uczył młodzież. Do podręczników trafi sposób, w jaki państwo nie pozostało bezradne wobec łamania Konstytucji, nawet wtedy, gdy tego łamania dopuszczają się wysoko postawione osoby w hierarchii władzy i odpowiedzialności.Pewnie maja rację, ale na razie psuje nie zamierzają odpuścić. Wciąż znajdują nowe preteksty, aby paraliżować funkcjonowania najważniejszego organu władzy sądowniczej z ustami pełnymi frazesów o niezależności politycznej i walce o niezawisłość i konstytucyjny porządek. Kości zostały rzucone. Czas rozstrzygnięć nadchodzi.
(Tomasz Miłkowski)
Wujek Leon

Jestem prawie pewien, że przynajmniej część z Państwa scrolluje teraz własną lub komputerową pamięć, usiłując odgadnąć, jakiego wujka mam tu na myśli i po wuj go w tytule felietonu przywołuję. Nie zgadniecie. To jeden z bohaterów genialnego tekstu Obiad rodzinny Wojciecha Młynarskiego, który mistrz napisał do Menueta Luigiego Boccheriniego. To ten wujek, który z punktu ku kuzynkom czterem z odpowiednim zmierza żartem czy duserem… Przed wielu laty na lekcjach literatury w zakopiańskiej Szkole Artystycznej przedstawiałem ten tekst – na papierze i w wykonaniu autora – jako przykład umiejętności zestawienia słów i muzyki, starej i nie najprostszej. Po pewnym czasie zauważyłem, że analiza wiersza zmienia się w wykład oparty na słowniku wyrazów obcych i przestarzałych i dałem se spokój: kto dziś, nawet wśród dorosłych, rozumie, co to znaczy z punktu i wie, co to są dusery, nie mówiąc już o tym, że ukazywanie dramatycznego momentu, w którym dziadziowi order wpadł w ordewry wymagało nie tylko tłumaczenia francuskiego określenia hors d’oeuvres, ale w ogóle opowiadania o menu, z czasów, kiedy jeszcze przed obiadem obowiązkowo podawano przystawki, a nie Kawę na Ławę czy Puchar Świata w Skokach. I dlaczego polskie przystawki, których nikt już tak nie nazywa, po francusku oznaczają coś, co podaje się hors d’oeuvres czyli poza dziełem (dziełem jest zupa i danie główne), po grecku mezedes, co wywodzi się z tureckiego słowa, określającego smak, co zresztą zachowało się w podawanych pieskom smaczkach, a co po słowacku brzmi najlogiczniej: predjedla.
11 kwietnia – Dzień Radia

Z okazji zbliżającego się Dnia Radia (11 bm) wszystkim Koleżankom i Kolegom radiowcom składamy najlepsze życzenia!
Praca Biura OW po świętach

Uprzejmie informujemy, że biuro Oddziału Warszawskiego SDRP będzie nieczynne w poświąteczny wtorek, 7 kwietnia br., a dodatkowym dniem pracy sekretariatu będzie piątek, 10 kwietnia br., czynny tego dnia w godz. 11.00 – 15.00.
Zapraszamy!
Czytajcie Olbrychskiego

W świątecznym wydaniu tygodnika „Przegląd” kusi obszerny wywiad z Danielem Olbrychskim autorstwa Roberta Walenciaka. Nasz Kmicic na wieki wieków tym razem nie rozmawia o sztuce albo raczej mniej o sztuce niż o polityce i relacjach społecznych.
Okazuje się, że niejeden profesjonalny analityk społeczny czy polityk może Danielowi Olbrychskiemu pozazdrościć daru obserwacji i celnej oceny sytuacji. Aż ręce składają się do oklasków, kiedy gwiazdor wielbiony przez tysiące kinomanów ze swadą wzywa do walki z głupotą i podłością (padają nazwiska!). Kieruje się przy tym znanym wskazaniem Cypriana Norwida, któremu tęskno było „Do tych, co mają tak za tak – nie za nie”. Czytajcie Olbrychskiego.
(Tomasz Miłkowski)
Pokuszenie

Ministrantem byłem przez jakieś dziesięć dni, co obejmowało dwie niedzielne msze. Harcerzem – krócej, bo tylko dwa dni. Nie wytrzymałem kostiumów i hierarchii. Komeżki wydały mi się symbolem pozbawienia męskości – no, może bardziej chłopięcości, bo rzecz się działa gdzieś w połowie podstawówki, mundurek harcerski za bardzo przypominał wojsko, a od dziecka byłem pacyfistą. Nie znałem oczywiście jeszcze wtedy tego, jak George Bernard Shaw zdefiniował harcerstwo: Scouting is a child dressed like an idiot commanded by an idiot dressed like a child – dziecko ubrane jak kretyn pod przewodnictwem kretyna ubranego jak dziecko. Ale tak właśnie się czułem. W dodatku hierarchia w obu tych formacjach polegała na tym, że dowódcy byli wysocy, władczy i wciąż na mnie krzyczeli. Tak mi się wtedy wydawało, choć oni po prostu wydawali rozkazy, a może tylko polecenia. Nikt mnie – uwaga! – nie molestował, przynajmniej niczego takiego nie zapamiętałem i nie miałem z tego powodu żadnej traumy. Choć, nie powiem – przedstawiciele obu tych branż usiłowali mnie wodzić na pokuszenie, ale w zupełnie inny niż dziś popularny sposób. Druh Duduś, od którego uciekłem w piątej klasie, po latach okazał się moczarowskim endekiem i przedstawicielem Służby Bezpieczeństwa, fascynującym moją mamę swoimi antysemickimi tyradami w marcu 1968 r. A ksiądz Stanisław, który prowadził religię w moich czasach licealnych zapraszał część naszej klasy na plebanię, włączał adapter, pokazywał, gdzie są płyty z Presleyem, Beatlesami, Chuckiem Berrym i Billem Halleyem, zostawiał klucz najstarszemu z nas i wychodził do chorego z Panem Jezusem. A nasza mieszana grupka klasowa miała w ten sposób korzystać z wolności. Zawsze uważałem, że ta wolność, mierzona ułamkiem, w którym w liczniku znajdowała się ofiarowana nam przez Boga wolna wola, a w mianowniku poczucie odpowiedzialności mnożone przez strach przed piekłem to jest podstęp, przy pomocy którego Bóg wodzi nas na pokuszenie.








